siostry godlewskie

Drogi Pamiętniczku [#6]: Siostry Godlewskie, czyli słówko o tym, jak cycki stały się substytutem talentu

Drogi Pamiętniczku, kreślę do ciebie te kilka słów, będąc złym na siebie, że to robię. Ale nie mogę przejść obojętnie obok osobliwego tworu fauny, jakim niewątpliwie są siostry Godlewskie. Wiem, dzięki takim jak ja, ich nazwisko przenoszone jest z ust do ust, a cała ta żenująca saga jeszcze bardziej się przeciąga. Dlaczego zatem podejmuję ten temat? Pewnie dlatego, że niewiele jest zjawisk, które drażnią mnie równie mocno, co desperackie poszukiwanie atencji. Czyli coś, co te wielkouste stworzenia uskuteczniają od dobrych kilku miesięcy.

Na początku siostry Godlewskie były nawet zabawne

To taki charakterystyczny schemat wielu pięciominutowych celebrytów. Najpierw pojawiają się nieszkodliwe materiały wideo. Takie na przykład, na których dwie niezbyt rozgarnięte tapeciary mocują się z coverami znanych kawałków, usiłując przy tym nie udusić się swoimi przesadnie napompowanymi wargami. A potem rybki (w tym przypadku – glonojady) połykają haczyk. Zauważają, że mówi się o nich. I to nie byle gdzie, bo na społecznym forum. Zasięgi się zwiększają, Pudelki puchną od newsów, a po kolanach zaczyna płynąć szybkoschnący kisiel sławy.

Sęk w tym, że w pewnym momencie wokalna paraolimpiada przestaje napełniać pasek atencji.

To trochę tak, jak ze stereotypową ścieżką uzależnienia. Do pewnego momentu wystarcza piwerko wypite raz na jakiś czas. Potem częstotliwość alkochlania zaczyna się zwiększać, a człek, by normalnie funkcjonować, potrzebuje coraz to więcej i więcej. Ostatecznie kończy się na łojeniu denaturatu z potrzaskanych zniczy, paleniu znalezionych na bruku niedopałków i napierdalaniu Grażyny po łbie, bo zupa była za słona.

Zachowując odpowiednie proporcje, taką ścieżką podążają siostry Godlewskie. Po publikacji filmu z piosenką mundialową jestem nawet skłonny rzec, że są dziś bliżej denaturatu niż piwerek.

Kiedy wargi wypełnione botoksem przestają szokować, można zastąpić je innymi wargami – sromowymi

Pamiętam, jak świat został wzbogacony teledyskiem sióstr Godlewskich do kawałka „Tak to my”. Panie mówiły wówczas, że nie chcą wulgarnej seksualności, że nie na tym im zależy… bla, bla, bla. A potem pokazały bziochy, powyginały się w jacuzzi, pomydliły cycuchy. Iście artystycznie niejednoznaczny przekaz.


Glonojady, glonojadami, ale jak myślisz, czy facet przy porodzie to dobry pomysł?


Ale to pikuś, drogi Pamiętniczku, przy tym, co odjebały w teledysku do mundialowej piosenki „Biało-czerwone 2018”. Chciałbym popastwić się nad nimi, powytykać wszystko, co złe… ale nie muszę. Klip jest bowiem swoistym harakiri. Na miejscu Godlewskich po wypuszczeniu na świat takiego paździerza, do końca życia chodziłbym w worku na łbie. Zresztą zobaczcie sami…

Share