ojcostwo, mąż przy porodzie

Drogi Pamiętniczku [#5]: mąż przy porodzie jak syf na brodzie?

Drogi Pamiętniczku, jeżeli „ojciec” brzmi dumnie, to jak brzmi „mąż przy porodzie”? Tego nie wiem, musiałbym przy nim być. A że życzeniem szanownej Pani Sidłowej było, abym opuścił blok porodowy z chwilą rozpoczęcia fazy parcia, tak też uczyniłem. I wiedz, drogi Pamiętniczku, że choć decyzję jej uszanowałem, bynajmniej nie zamierzałem jej aprobować. Prawdę mówiąc, czułem się trochę sfrustrowany, nie mogąc być świadkiem momentu narodzin Romana Juniora. Kiedy jednak było już po wszystkim, emocje opadły jak majtki Sashy Grey, doszedłem do wniosku, iż szanowna małżonka ma Sidłowa miała rację.

Mąż przy porodzie to potencjalny waginosceptyk

Natura miała zły dzień, planując przebieg porodu u osobników z gatunku homo sapiens. Zły dzień, a przy tym wyjątkowo skrzywiony zmysł estetyczny.

Narodziny dziecka to wydarzenie tak pompatyczne i wyjątkowe, że powinna towarzyszyć mu fizyczna przyjemność, orgazmiczne wręcz uniesienie. Jeżeli jakieś płyny miałyby się sączyć z rodzącej, powinny być nimi najdroższe perfumy. Jeżeli kobieta ma krzyczeć, niech powodem krzyku będzie euforia. Jeżeli dziecko musi przeciskać się przez kanał rodny, należałoby mu przynajmniej rozwinąć czerwony dywan i puścić w tle „we are the champions”.

Tymczasem w oczach faceta poród siłami natury wygląda jak połączenie:

  • uśmiercania prosiaka w rzeźni rodem z horroru;
  • freestyle’owej bitwy z udziałem najgorszych osiedlowych raperów, których szczytem literackiego kunsztu jest „twój” jako rym do „chuj”;
  • literatury Charlesa Bukowskiego, gdzie „kurwy” przewijają się z częstotliwością kolizji rządowych limuzyn;
  • kibicowskiej oprawy, w której nadrzędnym celem dla każdej z jednostek jest darcie ryja najgłośniej, jak się da;
  • wyciskania pasty do zębów.

Trudno więc się dziwić, że wspólny poród bardzo często skutkuje efektami w postaci: depresji, traumy czy „waginosceptyzmu” objawiającego się unikaniem kontaktów intymnych z partnerką.

mąż przy porodzie, mężczyzna przy porodzie

Facet przy porodzie jak coach personalny – chce pomóc, a jedynie szkodzi

Dzień bez szkalowania coachingu jest dniem straconym. Zacznijmy od postawienia fundamentalnej tezy: facet na porodówce myśli zaprzątnięte ma wyłącznie tym, w jaki sposób mógłby pomóc swej kobicie (no chyba, że akurat kombinuje, jak tu nie zemdleć). I jest to oczywiście myślenie godne pochwały. Praktyka jednak często przynosi odwrotne do zamierzonych skutki, a miast pomóc w sprawnym przebiegu porodu, możesz go wręcz opóźnić.

Co mógłbym dla ciebie zrobić? Boli, kochanie, tak? A jak bardzo? W skali od 1 do 10 jak byś oceniła siłę bólu? 11? Ale wiesz, że cię kocham, prawda? Taka jesteś dzielna i wspaniała.

Tymczasem ona, drogi Pamiętniczku, dostaje kurwicy. Jedyne, czego pragnie, to żebyś zamknął ten dupopodobny otwór, z którego ulewają ci słowa. Twoje zapewnienia o miłości połączone z dotykiem wcale nie przynoszą ukojenia. Wręcz przeciwnie. Nieważne jak dobrze udawałbyś zrelaksowanego i spokojnego. Dla niej jesteś chodzącym hormonem stresu i adrenaliny, a tym samym kolejnym problemem, z którym musi sobie poradzić. Jeśli wierzyć naukowemu bełkotowi, twoja obecność uniemożliwia chociażby wydzielanie oksytocyny, która dla prawidłowego przebiegu porodu jest niezbędna.

Mężczyzna przy porodzie jak pstrąg w słonej wodzie

Innymi słowy, drogi Pamiętniczku, zostajesz rzucony na wodę nie tyle głęboką, co stworzoną nie dla Ciebie. I nie każdy potrafi sobie z tym poradzić. Dlatego ginekolodzy, położnicy, psychiatrzy i inni specjaliści odradzają mężczyznom udział w narodzinach dziecka, zwracając uwagę, że jedynie jakieś 15 procent jest przygotowanych fizycznie i psychicznie na czekające tam obrazy i dźwięki.

A nieprzygotowany facet to bardzo często facet mdlejący, awanturujący się, roszczeniowy, w gruncie rzeczy nieznośny – zarówno dla samej rodzącej, jak również dla opiekującego się nią personelu. Co ciekawe, ginekolog pani Sidłowej podczas jednej z wizyt kontrolnych powiedział jej, że znaczna część cesarskich cięć to wynik olbrzymiej presji nakładanej przez tatusiów, którzy nie mogą znieść przedłużającego się porodu i związanych z nim… ekhm… niedogodności.mąż przy porodzie, mężczyzna przy porodzie


Chcesz wiedzieć, co powiedzieć dziecku, gdy zapyta o seks sąsiadów za ścianą? Sprawdź gotowe porady!


Twoje ego nie jest najważniejsze

Przyznam, że dojście do tego stwierdzenia zajęło mi dłuższą chwilę. No bo jak to, byłem na porodówce, pomagałem jak mogłem, starając się jednocześnie nie narzucać i nie stanowić dodatkowego ciężaru. A tu jak przyszło co do czego, życzeniem Pani Sidłowej wyproszono mnie na korytarz. Nawet pępowiny nie mogłem przeciąć. Trochę zabolało, drogi Pamiętniczku. Naraz poczułem się odrzucony; jak jakiś tatuś wyklęty, ojciec gorszego sortu, jak rozczarowany wyborca Korwina po ogłoszeniu wyników wyborczych.

Potem jednak dotarło do mnie, że poród w gruncie rzeczy przebiegł bardzo sprawnie. Znacznie lepiej niż się spodziewaliśmy. I być może rola podawacza wody, ręcznika i gazu, rola tarczy, w którą celowana jest złość rodzącej, rola cienia – z którą długo się godziłem, ale którą jednak koniec końców zaakceptowałem – nie była taka znów zła.

Wszak to nie o moje dobro szło, ale o dobro Romana Juniora i jego matki. Ja mogę być spokojny, bo byłem, w czym mogłem pomóc – pomogłem; gdybym mógł pomóc bardziej, pomógłbym, bo byłem na to przygotowany. Najważniejszą moją zasługą było jednak to, że byłem tatą przy porodzie, który… nie przeszkadzał. Ani personelowi, ani żonie.mąż przy porodzie

Share