Kiedy niespełna siedem lat temu podjąłem decyzję o zakupie Kindle’a 3, miałem wiele obaw, rozdmuchanych dodatkowo przez sporą – jak na studencką wówczas kieszeń – cenę takiego urządzenia. Nie pomagał również fakt, iż wszyscy wokół przekonywali, że to kolejny gadżet, którym pobawię się przez kilka dni, a potem rzucę w kąt i zapomnę o jego istnieniu. Tymczasem zakup czytnika e-booków był jedną z najlepszych inwestycji w moim życiu.

Książka vs e-book, czyli spór o nic

Ileż to ja się nasłuchałem o wyższości papieru nad ekranami e-ink, ba, nad jakimikolwiek ekranami w ogóle. W sporze „książka czy e-book” wiele osób zapomina, czym książka właściwie jest. A przecież istotą książki jest jej treść; ciąg znaków uszeregowanych w unikalny sposób. Zatem na tym poziomie e-book nie jest ani gorszy, ani lepszy niż książka papierowa. Jest wobec niej równorzędny.

Zabawnie robi się dalej, gdy do głosu dochodzą fetyszyści książek. Tacy, wiecie, którzy wąchają stronice albo fakturą okładki doprowadzają swoje palce do orgazmu. I owszem, rozumiem – materia to materia, a pragnienie posiadania, tak znamienne dla naszego gatunku, trudno zaspokoić wirtualnym plikiem, który z materią nic wspólnego nie ma. No ale ludzie drodzy… niektórym ten e-book, ten niepozorny plik ważący raptem kilku megabajtów, w zupełności wystarcza.

Czy naprawdę jest się o co spierać?

Zanim skrytykujesz, wypróbuj

W moim środowisku byłem pierwszym, który zaopatrzył się w czytnik e-booków. I pierwszym, który zachęcał do zakupu innych. Schemat zawsze wyglądał podobnie: „no nie wiem, czy to dla mnie, jestem tradycjonalistą, książka to jednak książka, a nie jakieś tam tablety, bzdety, melepety”. A potem ci ludzie jednak sięgali po czytniki i przekonywali się do nich na tyle, że na dłuższą metę nie wyobrażali sobie bez nich obcowania z literaturą.

W czym tkwi sekret czytników?

W prostocie i wygodzie obsługi, to po pierwsze. Po drugie – w ekranach e-ink, które nie męczą wzroku podczas lektury. Trzecim atutem czytników e-booków – możliwe, że najważniejszym – jest ich mobilność. Zabierając Kindle’a na urlop, mamy możliwość zabrania z sobą biblioteki mogącej pomieścić kilkaset tytułów, jeśli nie więcej. W płaskim, lekkim urządzeniu można magazynować opasłe powieści Dostojewskiego czy Sienkiewicza, pełne bibliografie ulubionych autorów fantasy, a nawet durne popierdółki pokroju „Zmierzchu” czy „50 Twarzy Greya”.

Czytnik e-booków. Czy warto kupić?

Jeśli ktoś regularnie czyta, to owszem, warto. Nie będę jednak rekomendować żadnych konkretnych modeli, bo od początku swojej przygody z czytnikami miałem do czynienia wyłącznie z Kindle’em 3. Nawet dziś, siedem lat po jego zakupie, zwyczajnie nie czuję potrzeby wymiany swojego egzemplarza na nowszy model. Mój Kindle ma to do siebie, że się nie starzeje. Cały czas doskonale spełnia funkcje, do których go stworzono – odtwarza pliki z e-bookami, umożliwiając ich wygodną lekturę.