Big Mouth recenzja serialu

Big Mouth. Netfliksowa wariacja na temat dorastania

Bardzo mnie cieszy moda na seriale animowane przeznaczone dla starszych odbiorców (nie wliczam tu, rzecz jasna, anime). Fajnie, że Netflix, którego jestem subskrybentem, stara się odpowiedzieć na rosnący popyt na tego typu produkcje. Był genialny Bojack Horseman (mam nadzieję, że kiedyś zagości na blogu), było bardzo solidne F is for family z durnym polskim tytułem Nie ma jak w rodzinie. Jest i Big Mouth – netfliksowa wariacja na temat dorastania i związanych z nim rozterek.

Gadające waginy, ciężarne poduszki, spersonifikowane hormony

Okres przejściowy między dzieciństwem i dorosłością to osobliwy roller coaster spierdolenia. Aby w pełni to pojąć, trzeba jednak przeczołgać przezeń osobiście. Big Mouth opowiada właśnie o takim przeczołgiwaniu się przez wąski tunel prowadzący ku dorosłości. Na swój specyficzny sposób serial hiperbolizuje takie zjawiska jak: masturbacja i odkrywanie własnej seksualności, pierwszy okres, mokre sny czy… ciąża ukazana przez pryzmat ciężarnej poduszki.big mouth recenzja serialu

Big Mouth aż pęka od niekonwencjonalnych pomysłów

To bodaj największy atut tej animacji. Twórcy postanowili podążyć ścieżką wytyczoną przez Ricka i Morty’ego, opierając realizowany motyw dorastania o pomysły równie przerysowane, co absurdalne. Absurd i abstrakcja wręcz wylewają się z każdego odcinka. Dość powiedzieć, że bohaterowie są manipulowani przez stwory, będące personifikacją hormonów buzujących w ich dorastających ciałach; niektórzy rozmawiają ze swoimi genitaliami, inni zapładniają poduszki, z którymi przeżywają pierwszą miłość. Gdzieś na strychach materializują się duchy zmarłych muzyków, m.in. Freddy’ego Mercury’ego, a pierwsza ukazana jest przez pryzmat przejaskrawionej agresji.

big mouth recenzja serialu

Niestety Big Mouth nie bardzo wie, jakim serialem chciałoby być

Choć twórcom nie sposób odmówić kreatywności, sam serial ma problemy ze zdefiniowaniem własnej tożsamości. Z jednej strony bowiem mamy zabawną, lecz skłaniającą do refleksji treść, która – nie boję się tego powiedzieć – jest treścią wartościową; z drugiej strony zaś autorzy serialu upchali swoją produkcję wulgarnymi żartami, które, niestety, psują cały efekt.big mouth recenzja serialu

Żeby było jasne, lubię wulgaryzmy w tekstach kultury. Sam zresztą, jak dobrze wiecie, nie stronię od nich. Ale w Big Mouth wulgarność słowna i fabularna psuje balans całego serialu. Sprawia, że staje się on niespójny, rozkraczony tematycznie i niezdecydowany w kwestii targetu, do którego chciałby trafić. Jak gdyby twórcom nie wystarczało pierwotne założenie, które było bardzo dobre i bynajmniej nie brakowało w nim humorystycznego absurdu. Trzeba było dopierdolić żartami pokroju posuwania w szyję zdekapitowanego korpusu.

Obejrzawszy ostatni odcinek, miałem wrażenie, iż serial w pierwotnym zamierzeniu wyglądał inaczej, ale jakaś mądra głowa stwierdziła: „KONTROWERSJE, WINCY KONTROWERSYJ” i tak oblepiono Big Mouth łajnem ordynarności, która w większości przypadków była po prostu zbędna.big mouth recenzja serialu

Warstwa audiowizualna daje radę

Sama animacja wygląda naprawdę nieźle. Pozornie niedbała kreska, specyficznie narysowane postaci, świetnie zaprojektowane „hormonalne stwory”. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ogląda się to dobrze. Wspaniale za to Big Mouth się słucha. Świetna gra aktorska, kapitalne piosenki, nawet polski dubbing prezentuje się co najmniej nieźle. To zdecydowanie jeden z najmocniejszych punktów serialu.big mouth recenzja serialu


Widziałeś już czwarty sezon „Peaky Blinders”? Ja tak, a klikając w ten link możesz zapoznać się z przygotowaną przeze mnie recenzją!


Big Mouth trudno jednoznacznie ocenić

Mimo wielu wspomnianych w niniejszej recenzji mankamentów, oglądając serial bawiłem się całkiem, całkiem. Za spory plus postrzegam fakt, iż z wieloma perypetiami bohaterów łatwo było mi się utożsamić, nawet jeśli owe perypetie były skrajnie przerysowane. Czego jeszcze natomiast zabrakło, to z pewnością spójnej fabuły. Ta bowiem sprawia wrażenie fragmentarycznej, poszatkowanej w nieprzemyślany sposób. Tak czy inaczej, mam spory problem z jednoznacznym zarekomendowaniem Big Mouth. Niby nie było tak źle, ale z własnej woli raczej bym do tej produkcji nie powrócił. Nie wiem też, czy chciałbym zapoznawać się z kolejnym sezonem, który – jak zapowiedział Netflix – ukaże się na platformie jeszcze w tym roku.

big mouth recenzja serialu

Share