Założę się, że za pośrednictwem wyobraźni niejednokrotnie ożywialiście literackich bohaterów, tylko po to, by mogli Wam potowarzyszyć w jakimś fascynującym przedsięwzięciu (wielbicielki Christiana Greya nie wstydźcie się). Ja specjalnie dla Was wskrzeszam aż dziesięć powieściowych postaci. Po co? – zapyta ktoś. Ano po to, żeby się z nimi nawalić. Panowie i Panie, przed Wami 10 postaci literackich, z którymi poszedłbym na wódkę.

Henry Chinaski

Najbardziej znany bohater Charlesa Bukowskiego, a jednocześnie jego powieściowe alter ego, stanowiłby dla mnie największe pijackie wyzwanie w życiu. I owszem, od początku byłbym z góry na przegranej pozycji, ale to nieważne! Ważne jest to, że nareszcie napiłbym się z kimś, kto wygląda gorzej niż ja, ma jeszcze bardziej posraną ścieżkę zawodową, z kimś, kto jest równie zagorzałym (hehehe) nihilistą, co niżej podpisany. Innymi słowy – zaliczyć zgon podczas popijawy z Henrym Chinaskim to nie wstyd.

To zaszczyt.

10 postaci literackich, z którymi poszedłbym na wódkę

Źródło: http://joemonster.org/art/27585

Yennefer z Vengerbergu

Kobieta ogień. I nie, nie znalazła się w tym zestawieniu tylko dlatego, by uciszyć jęki wojujących feministek. Ja prostu próbowałbym upić ją do tego stopnia, by wymazać jej z mózgu wiedźmina Geralta i samemu wypełnić pustkę po nim. Może nie zabiłem w życiu żadnego potwora, może nie mam tylu włosów na głowie co Geralt i nie mogę się poszczycić równie interesującą i dobrze płatną pracą (na ten moment nie mogę się pochwalić żadną), ale… mam fajnego bloga i jestem z Polski (łobuz kocha najbardziej)! A to już chyba wystarczająca rekomendacja! Ach, Yennefer, tyś [pozostała część akapitu ocenzurowana przez narzeczoną niżej podpisanego. Tym razem jeszcze udało mu się zachować męskość, ale nożyce ogrodowe wiszą na ścianie i to ostatni taki przypadek, kiedy nie zostały użyte].

Yarpen Zigrin

Jedna z moich ulubionych postaci wiedźmińskiego cyklu. I nie przeszkadza mi fakt, że na kartach powieści pojawia się epizodycznie. Zawsze, gdy krasnolud Yarpen wkraczał do akcji, myślałem sobie po cichu: „kurna, z nim to bym się napił”. Swojska z niego chłopina i poczciwa, mimo ciętego języka i krasnoludzkiej skłonności do bitek (nie tych wołowych). Jedyne, czego bym się obawiał, to fakt, iż mógłby przybyć na popijawę w skórze Jarosława Boberka. A tego bym nie zniósł.

10 postaci literackich, z którymi poszedłbym na wódkę

Źródło: wiedzmin.wikia.com

Jakub Wędrowycz

Nie mogło go tutaj zabraknąć. Wszak Jakub Wędrowycz to guru sztuki alkoholizmu współczesnej polskiej literatury rozrywkowej. Inna rzecz, że chętnie bym skosztował tego, czym on na co dzień truje swoją wątrobę. Potem pewnie poszlibyśmy na cmentarz, wykopali wampira albo dwa. Moglibyśmy również, w przypływie spontanicznego patriotyzmu, wspomóc działania rządu i ekshumować kilka ciał ofiar zamachu smoleńskiego.

Tyrion Lannister

Drugi, po Yarpenie Zigrinie, „niewyrośnięty” w niniejszym zestawieniu. Dlaczego akurat Tyrion? Ponieważ chciałbym mu pokazać dobrodziejstwo wódeczki, jako że w Westeros jest to trunek nieznany. Sądzę, że mości Tyrion Lannister szybko by się do niej przekonał i w towarzystwie mojej skromnej osoby mógłby z jeszcze większą przyjemnością oddawać się rozkoszy popadania w alkoholizm. Obaj lubimy spędzać długie godziny na lekturze różnej maści książek, mamy stosunkowo podobne poczucie humoru, a zatem z pewnością mielibyśmy o czym gawędzić podczas długich pijackich seansów.

„Brace yourself. Vodka is coming”.

Bogumił Niechcic

Czemu akurat Bogumił? Ponieważ picie w jego towarzystwie traktowałbym jako misję. Misję przekonania poczciwiny, ażeby poszedł po rozum do głowy i rzucił w cholerę to irytujące babsko, tę Basieńkę zakichaną, którą postrzegam za najbardziej wkurzającą postać kobiecą w historii polskiej literatury. Lektura Nocy i dni była dla mnie katorgą. Z każdą stroną tworzyłem w głowie coraz to wymyślniejsze wizje tego, co zrobiłbym temu babsztylowi na miejscu Bogumiła. Myślę, że gdybyśmy opróżnili kilka butelek, w końcu oparłby się mojemu darowi przekonywania i zrozumiał, iż to wszystko wyłącznie dla jego dobra.

Stanisław Wokulski

Podobne stadium upośledzenia i podobne motywacje niżej podpisanego, co w przypadku Bogumiła Niechcica. Choć obawiam się, że temu delikwentowi znacznie trudniej byłoby przemówić do rozsądku. Wokulski to przypadek tak beznadziejny, że musielibyśmy pewnie wydoić wiadro wódy, żeby w ogóle chciał wysłuchać, co mam mu do powiedzenia w sprawie tej lafiryndy Łęckiej. „Stachu – powiedziałbym. – Ty się weź ogarnij, bo ta pinda z twarzą Beaty Tyszkiewicz kręci takie wały, że cała stolica ma z ciebie bekę. Ty, Stachu, pomyśl, masz piniondze i aparycję, ty weź się zapisz do jakiego Warsaw Shore, a zobaczysz – wszystkie świnie będą krzyczały „Wokulson” i będziesz musiał podpieprzyć papieżowi kilku szwajcarskich gwardzistów, aby móc się od nich opędzić”.

10 postaci literackich, z którymi poszedłbym na wódkę

Źródło: paczaizm.pl

Hannibal Lecter

No bo prócz tego, że jest psychopatą, odznacza się nieprzeciętną inteligencją, która czyni zeń postać tyleż przerażającą, co fascynującą.  A wódeczka lubi nie lubi przeciętności.

Zresztą przyznajcie sami – też na pewno chcielibyście (podświadomie lub nie) doświadczyć pijaństwa wzbogaconego o nutę adrenaliny, generowanej przez fakt, iż Wasz kompan to seryjny morderca lubujący się w smaku ludzkiego mięsa. Nie? Naprawdę? Ja tam bym flaszeczkę lub dwie z kierownikiem Lecterem obalił. Oczywiście pod warunkiem, że obowiązek zorganizowania zagrychy spocząłby wyłącznie na moich barkach. Dobrze by też było, aby mój kompan siedział w kaftanie bezpieczeństwa tudzież kagańcu i przystał na picie ze słomki.

10 postaci literackich, z którymi poszedłbym na wódkę

Michael Corleone

Wódka z młodym Ojcem Chrzestnym (przy okazji polecam moją recenzję powieści Mario Puzo) byłaby pewnie symbolicznym gestem zapoczątkowania współpracy. Tak to widzę. Skoro nikt nie chce docenić talentów Romana Sidły i zaproponować mu etatu, zwróciłbym się do Michaela i dał mu „propozycję nie do odrzucenia”. W ten sposób zostałbym pierwszym copywriterem rodziny Corleone. Napisałbym cykl tekstów, które poprawiłyby wizerunek mafii na tyle, że społeczeństwo ufałoby gangsterom bardziej aniżeli rządowi Jaro… [tu byłem – urzędnik Głównego Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk im. Alika Kaczyńskiego].

Tyler Durden

Chyba każdy facet, który czytał Fight Club Palahniuka lub miał okazję obejrzeć ekranizację z Edwardem Nortonem i Bradem Pittem, choć przez chwilę marzył o tym, by mieć takiego swojego Tylera Durdena. Kogoś, kto byłby zdolny wyzwolić z człowieka możliwości, których ten dotąd nawet nie był świadom. Wiem, wiem, w czasach kołczingu istnieją rzeczywiści naśladowcy Tylera, jak choćby Kołcz Majk, Mateusz Grzesiak czy ten łysy od sernika z kaszą jaglaną. Przy naszym bohaterze jednak to ledwie pozoranci. Zresztą gdybym zorientował się, że moim alter ego wykreowanym przez własną podświadomość, jest – dajmy na to – Kołcz Majk, to pewnie z miejsca wpakowałbym sobie kulę w łeb. Wracając jednak do Tylera, widzę to tak: wypijamy flaszkę, dwie lub pięć, a potem idziemy na solo i tłuczemy się do pierwszego zgonu albo ostatniego zęba. Produkowanie mydła z ludzkiego tłuszczu i wysadzanie budynków możemy sobie odpuścić.

No chyba, że wódka dobrze wejdzie.

A Wy? Macie swoich literackich bohaterów, z którymi podzielilibyście się chlebem, solą, wódką i zagryzką? Piszcie w komentarzach, chętnie poznam Wasze propozycje.

Liebster Award 2017