wyszłam z niemocy i depresji recenzja

Kiedy stolarz zabiera się za konstruowanie bomby atomowej… czyli wychodzimy z depresji z Beatą Pawlikowską

Follow my blog with Bloglovin

Dzisiejsza recenzja jest wyjątkowa, bo do jej współtworzenia udało mi się namówić Kingę Frelichowską z bloga Dopieszczamy.pl. Jak na zacnego gospodarza przystało, pozwoliłem Kindze wybrać książkę, której mielibyśmy się wspólnie przyjrzeć. I szczerze tego żałuję. Kinga pojechała po bandzie bardziej niż się spodziewałem. Wskazała na Wyszłam z niemocy i depresji. Ty też możesz! autorstwa Beaty Pawlikowskiej. Był to cios poniżej pasa… zresztą przekonajcie się sami.

Wyszłam z niemocy i depresji. Ty też możesz! – recenzja na dwa głosy

Kinga: Czytając książkę Beaty Pawlikowskiej czułam się, jakbym leciała odrzutowcem – przez gęste chmury, a na dodatek z prędkością ponaddźwiękową. Cały czas zastanawiałam się, czy na pokładzie jest psychiatra. Niestety, nie było go. Według Światowej Organizacji Zdrowia aż trzysta pięćdziesiąt milionów ludzi na świecie cierpi na depresję. Nie daje mi spokoju pytanie: czy podróż z książką Pawlikowskiej naprawdę mogłaby im pomóc?   

Roman: Chyba w podjęciu decyzji o samobójstwie…

Kinga: Nie przerywaj, złośliwcze! Odniosłam nieodparte wrażenie, że pani Beata pisze o czymś w rodzaju melancholii i werterowskich cierpień, a nie o prawdziwej depresji, która jest ciężką i złożoną chorobą. I tylko banalizuje w ten sposób temat. Zupełnie też pomija fakt, że depresja może pojawić się z różnych powodów – nie tylko psychologicznych, ale także somatycznych. Spowodować ją mogą choroby – począwszy od zwykłej grypy, poprzez zaburzenia hormonalne, nowotwory, a na padaczce i stanach pourazowych skończywszy. Tymczasem Pawlikowska wrzuca chorych na depresję do jednego worka. A z jej wywodów można wyciągnąć wniosek, że cierpiący na depresję sami są sobie winni, bo nie nauczyli się kochać siebie dostatecznie mocno. Ale może to moje subiektywne wrażenie, a ta książka to ponton ratunkowy, który ja przegryzłam, zanim udało mi się dopłynąć do brzegu?

To jest dramat…

Roman: Powiem tak: nigdy w życiu nie trzymałem w rękach książki, która byłaby aż tak zła. Głupia, bełkotliwa, infantylna. A wiele szmir literackich strawiłem, oj wiele (co widać zresztą na moim blogu). Abstrahując od samej treści, do której odniosę się potem, to „coś” nie powinno było przejść przez proces redakcyjny; to „coś” nie miało prawa otrzymać zezwolenia jakiegokolwiek redaktora na publikację. Książkę Beaty Pawlikowskiej skończyłem czytać wczoraj. I wciąż nie mogę dojść do siebie po tym traumatycznym przeżyciu. Wygląda na to, że w moim przypadku książka przyniosła efekt odwrotny do zamierzonego, bo czuję się załamany…

wyszłam z niemocy i depresji recenzja

Kinga: Może zwyczajnie nie wyprowadziłeś się dzisiaj na spacer? Albo nie doceniłeś tego, że masz łóżko i wodę w kranie? Przyznaj się, próbowałeś zrobić chociaż jedno z proponowanych przez panią Beatę ćwiczeń? Na przykład nadałeś sobie jakieś indiańskie imię?

Roman: Oczywiście. Moim indiańskim imieniem jest od wczoraj Zażenowany Czytelnik. Co do ćwiczeń… cóż, ja chętnie poleciłbym autorce inne ćwiczenia. Ćwiczenia interpunkcji. Z początku myślałem, że kupiłem jakiś wadliwy egzemplarz książki (czytałem e-booka). Ale szybko uświadomiłaś mi, że na papierze jest tak samo. I jeszcze komentarz odautorski na samym końcu… o „wolności artystycznej” podarowanej przecinkom. To już w ogóle było kopanie leżącego.

Kto by się przejmował interpunkcją…

Kinga: Te przecinki są po prostu manifestacją wolności i miłości własnej autorki, ale ty tego nie potrafisz docenić czy zrozumieć. Mnie bardziej od interpunkcji martwi coś zupełnie innego. W Polsce zagadnienie zdrowia psychicznego to wciąż – mimo przeróżnych kampanii społecznych – temat tabu. Ludzie, którzy mają problemy natury psychologicznej, zwyczajnie boją się pójść do psychiatry, bo a nuż ktoś zrobi z nich wariata. Pani Beata zamiast zdejmować to odium, jeszcze bardziej demonizuje psychiatrię. Daje bowiem do zrozumienia, że na kozetce psychoanalityka pocieszenia się raczej nie znajdzie. Czytając jej wynurzenia, tłukła mi się po głowie „Piosenka dla zapowietrzonego” Edwarda Stachury: „Nadchodzi noc/I zimno z nią./Mam ręce dwie,/ Obejmę się”. Niestety, wiadomo jak skończył Ed. Nie utulił się.

Roman: W tej piosence było też o tym, że „dwie nogi mam”. W swojej książce Pawlikowska przekonuje, że fakt ten może być skutecznym narzędziem do poprawiania nastroju. Pozwól, że podeprę się cytatami: „Mam dwie śliczne, sprawne, zwinne stopy, którym dziękuję za czujność i noszenie mnie przez życie. (…) Zawsze są chętne i nigdy mi nie odmawiają 🙂 [emotka pochodzi z książki – przyp. RS]. A więc hop, moje dwie kochane stopy, do paputków. Idziemy do łazienki 🙂 (300-301 s.) [ta również – RS]”. Dramat…

Kinga: Ale zobacz… – cytując Beatę –  „są w tobie dwie osoby, naprawdę, nie śmiej się. To nie schizofrenia tylko naukowo potwierdzony fakt” (78 s.). Pozwól, że resztę tego wywodu przytoczę już z pamięci. Pawlikowska stawia śmiałą tezę, z której wynika, że każdy z nas składa się jakoby z dwóch różnych bytów, które mają skrajnie odmienne dążenia. Przyznam, że kiedy to czytałam, również czułam, jak coraz bardziej targają mną wątpliwości. Taka wewnętrzna psychomachia. Zresztą… zobacz… nas też jest dwoje, a czytamy tę samą książkę i to symultanicznie.

Bełkot, bełkot i jeszcze raz bełkot

Roman: W tym wszystkim najbardziej przerażający jest fakt, że ta książka to nic innego, jak bełkotliwy zbiór wniosków autorki, formułowanych na podstawie subiektywnych obserwacji i doświadczeń. Trzeba nadmienić, że te wnioski nie były konfrontowane z opinią specjalistów, a podając je w takiej formie Pawlikowska niejako aspiruje do miana… szarlatana. Oglądałem ostatnio wywiad z Krzysztofem Gonciarzem, który mówił, że miał kiedyś w planach nagranie materiału traktującego o depresji. Po konsultacjach ze specjalistami – czyli po zrobieniu tego, na co Pawlikowskiej nie było stać – uznał jednak, iż temat jest na tyle delikatny, że podjęcie go przez osobę niekompetentną może przynieść zdecydowanie więcej szkód niż korzyści.

Kinga: Zauważ, że pani Beata wypowiada się nie tylko na temat depresji, ale także mówi o innych chorobach. Pisze na przykład, że rak „(…) jest zewnętrznym przejawem podświadomego poczucia krzywdy, tłumionej uraz, braku przebaczenia i skoncentrowaniu się na dawnej urazie” (109 s.). Co to znaczy “tłumionej uraz”? Nie jestem pewna, ale ta konstrukcja powstała zapewne przy okazji programowej wolności przecinków, którą wyznaje pani Beata. Natomiast sama teoria dotycząca raka – śmiała.

Beata Pawlikowska – współczesny człowiek renesansu

Roman: Bo pani Beata jak dotąd nie pisała chyba tylko o metalurgii i wyższości dysków SSD nad dyskami talerzowymi…

Kinga: Racja. Pisała o podróżowaniu – co zresztą wychodziło jej najlepiej, potem były też książki o anoreksji, kaszy jaglanej, nauce języków obcych, kotach i kodach… podświadomości, sokach, o tym jak pokochać siebie i przetrwać w dżungli codzienności, malowanki, kalendarze… Ale ta książka jest zdecydowanie najgrubsza. Może dlatego, że są tu też podane konkretne metody walki z atakami depresji. Celowo użyłam słowa „ataki”, bo tak też pani Beata nazywa swoje depresyjne epizody. Mnie najbardziej zastanowiła metoda z lustrem. Należy jak najczęściej się oglądać się w lustrach i mówić do swego odbicia: „kocham cię”, mnie to się kojarzy z autoerotyzmem…

Roman: Mnie co najwyżej z autostalkingiem. Gdybym każdemu lustru wyznawał miłość, prędzej lub później nie zniósłbym tego psychicznie i dodzwoniwszy się na 997, kazałbym funkcjonariuszom zaaresztować tego popierdoleńca nękającego mnie ze zwierciadła.

Kinga: Jak sądzisz – pani Beata napisała tę książkę z przekonaniem, że jej rady naprawdę mogą komuś pomóc? Czy to może rodzaj kreacji, zachwytu nad własnym talentem i umiejętnością pisania na każdy temat?

Dobrymi radami piekło depresji wybrukowane

Roman: No właśnie wydaje mi się, że ona rzeczywiście uwierzyła w to, że jej rady mogą uwolnić cały świat od ciężaru depresji. I uważam, że jej dobroduszność intencji, jakimi się kierowała, była jak najbardziej szczera.

Kinga: Innymi słowy – dobrymi radami jest piekło wybrukowane 😉

Roman: Ten entuzjazm związany z przekonaniem o realizacji społecznej misji wręcz wylewa się z książkowych stronic. I żeby jeszcze szła za tym jakaś merytoryczna wartość… byłoby naprawdę wspaniale. Ale Pawlikowska zapomniała w tym wszystkim o jednej ważnej rzeczy: nie każdy ptaszek śpiewa tak ładnie jak słowik, nie każdy samochód to Mercedes i nie każdy człowiek jest psychiatrą, żeby pisać elaboraty na temat depresji.

Wyszłam z niemocy i depresji? Prędzej z siebie!

Kinga: Zastanawiam się jeszcze nad jedną kwestią. Może ta książka ma jakąś wartość ukrytą, której ja nie dostrzegam. Z wiekiem stałam się bardziej krytyczna, a zarazem mniej podatna na formę przekazu, która jest charakterystyczna dla tego rodzaju poradników.

Roman: Nie, Kinga. Ta książka jest po prostu zła. I nie wiem jak Ty, ale ja nie poleciłbym jej nikomu. Ani zdrowemu, ani tym bardziej choremu. Na koniec zostawiamy Was, drodzy czytelnicy, ze screenem pochodzącym ze strony www Beaty Pawlikowskiej i dołączamy doń kilka książkowych cytatów, które dość brutalnie łamią linię obrony autorki. Przedtem jednak zapraszamy na zapoznanie się z komentarzem kogoś, kto z problemem depresji spotyka się na co dzień, na gruncie zawodowym.

Wyszłam z niemocy i depresji. Ty też możesz! – komentarz specjalisty

wyszłam z niemocy i depresji recenzja

Dr Maciej Matuszczyk,
lekarz psychiatra,
Centrum Zdrowia Psychicznego Tychy:

Depresja to choroba, której najczęstszymi objawami są smutek (zwany obniżonym nastrojem), brak mobilizacji do działania (obniżony napęd)

Zwykle występują też: głęboki pesymizm, poczucie winy i lęk. Dodatkowo zaburzenia snu, które jeszcze pogarszają funkcjonowanie człowieka w ciągu dnia.

Depresja ujawnia się, gdy w życiu człowieka pojawiają się problemy w podstawowych obszarach, takich jak: rodzina, praca, zdrowie. Ludzie potrafią sobie poradzić, jeśli kłopoty dotyczą jednego z obszarów, ale gdy jest ich więcej i są nasilone – to ich często przerasta i pojawiają się objawy.

Stopień reakcji na taką sytuację jest zależny od osobowości każdego człowieka. To jest trochę jak miara odporności na ciosy losu. Jednak depresja może dotknąć każdego. Miałem w swojej praktyce pacjentów postrzeganych jako ludzi sukcesu, którzy gdy w ich życiu doszło do istotnej zmiany – wpadali w depresję.

W depresji ciężkiej człowiek w czarnych barwach widzi swoje życie, i przeszłość, i przyszłość, odczuwa ogromny niepokój i ogarnia go beznadzieja

Do tego stopnia, że niektórzy nie widząc sensu życia, chcą się zabić, a część skutecznie ten pomysł realizuje. Ale nawet umiarkowanie nasilona depresja powoduje, że człowiek nie jest w stanie działać efektywnie ani w domu, ani w szkole czy w pracy. Brak energii, przygnębienie, niepokój i bezsenność powodują, że człowiek jest zupełnie niewydolny w obszarach, w których wcześniej normalnie funkcjonował.

Tu nie zadziałają próby osób z otoczenia racjonalizujące sytuację i próbujące pokazać jasną stronę życia. Człowiek z depresją ma zaburzony krytycyzm i odbiera rzeczywistość w sposób zmieniony. Tacy ludzie nie są w stanie walczyć, często nie umieją wykrzesać z siebie żadnej energii. Na pewno nie będą robić afirmacji czy “stawać na nogi”. Zdarza się, że depresja mija sama, bez leków. Jednak w większości przypadków tak nie jest. I to jest moment, kiedy należy podać leki i zaplanować wsparcie psychologiczne. Zresztą wychodzenie z depresji bez leków trwa o wiele więcej. Po co się męczyć?

Mam wrażenie, że autorka nadmiernie generalizuje własne doświadczenia. Jej się udało, depresja minęła bez leków. Myślę, że jest to związane z jej charakterem. Jest na pewno silną osobowością, bez tego nie udałoby się jej osiągnąć takiego sukcesu i to w wielu dziedzinach. Jest na pewno z jednej strony elastyczna – umie dostosować się do aktualnych warunków, ale i uparta, dzięki czemu realizuje swoje cele. Niestety nie wszyscy to potrafią. I to, że jej się udało, że znalazła swoją metodę wychodzenia z depresji, to świetnie, jednak innym niekoniecznie to pomaga. Dobrze by było, aby kolejne swoje książki konsultowała jednak z profesjonalistami, bo jest ryzyko, że ludzie chorzy na skutek lektury jej dzieł przestaną się leczyć, co może się skończyć tragicznie.


wyszłam z niemocy i depresji recenzja

Wyszłam z niemocy i depresji. Ty też możesz! – wybrane cytaty:

W przypadku depresji bogaci i biedni mają absolutnie równe szanse. Nie potrzebujesz żadnych kosztownych leków ani amuletów. Nie musisz jechać na koniec świata, żeby ktoś cię łaskawie wyleczył. Możesz to zrobić ty sam, we własnym domu i w dowolnie wybranym czasie (245 s.).


Wiem, to może brzmieć jak coś trudnego. Znaleźć błędne dane zapisane gdzieś w podziemiach własnej duszy?
Ale jak?
Na kanapie u psychoanalityka, płacąc sto złotych za godzinę?
Niewykonalne! (67 s.)


Moim zdaniem depresji nie da się trwale i skutecznie wyleczyć za pomocą lekarstw. Pigułki mogą przynieść chwilowa ulgę, bo pozwalają mniej czuć. Ale to, że mniej czujesz, wcale nie oznacza, że automatycznie znikają twoje problemy (63 s.).


Jestem przekonana o tym, że można wyzdrowieć z depresji. Na podstawie moich doświadczeń i poszukiwań jestem przekonana o tym, że można skutecznie wyleczyć się z depresji bez stosowania chemicznych pigułek, bez elektrowstrząsów i bez innych mechanicznych sposobów atakowania organizmu (380 s.).


Z mojego doświadczenia wynika, że depresję można wyleczyć w trzech krokach: 1. Odzyskać wewnętrzną równowagę. 2. Stanąć na nogach. 3. Dokonać świadomego wysiłku, żeby zmienić nawyki myślowe zapisane w podświadomości. Potrzebne do tego będą: 1. Dobra wola. 2. Cierpliwość. 3. Wytrwałość (76 s.).


Z mojego doświadczenia wynika, że depresję można skutecznie i trwale wyleczyć tylko w jeden sposób. Znaleźć błędne dane, zastąpić je prawidłowymi i wgrać je na nowo do pamięci komputera (64 s.).


Wszystkie cytaty Beaty Pawlikowskiej pochodzą z książki: Wyszłam z niemocy i depresji, ty też możesz, Edipresse Polska SA, 2016


PS. jeśli przetrwałeś te cytaty, z pewnością przetrwasz też top 10 najbardziej żenujących cytatów Paulo Coelho.


Share
  • Paulina W.

    Cenię Pawlikowską jako podróżniczkę. Powinna zostać przy tym, a nie szukać dla siebie nowego przeznaczenia

  • Hmmm…. Recenzja zdecydowanie na niekorzyść książki, ale… podsycila moją ciekawość 😀 I kiedy w księgarni rzuci mi się w oczy, przejrzę ją… 😉

    Ps. Ciekawy sposób recenzowania książki! Pierwszy raz się z takim spotykam 🙂

    • Roman Sidło

      Zatem zaglądaj tutaj częściej, przywykniesz do niego 🙂

  • Już wiele lat temu Beata w podobnym tonie diagnozowała w którejś książce problem alkoholizmu. Widzę, że ciągoty terapeutyczne jej nie minęły.

    Mam też wrażenie, że zapragnęła być polską Elizabeth Gilbert.

    • Roman Sidło

      Następna książka będzie zawierać praktyczne porady, jak przeżyć na Marsie.

  • Bardzo mi się podoba wasza rozmowa o książce – to ciekawa konwencja. Recenzja jest miażdżąca, ale widzę po argumentacji i dodatkowych źródłach, że prawdziwa i zasłużona. Szkoda, że osoba publiczna nie traktuje depresji, czyli ciężkiej choroby, poważnie, choć może traktuje, ale w dziwny sposób to okazuje. Pozostaje wierzyć, że książka ta komuś pomoże, mimo wszystko 🙂

    • Roman Sidło

      Dzięki za komentarz. Ja ze swojej strony gratuluję Kindze, która świetnie się odnalazła w tej konwencji 🙂

  • O nie, w życiu nie zamierzam sięgnąć po tę książkę. To nie dla mnie… 😛 A wy mnie niezwykle skutecznie utrzymaliście w tym przekonaniu! Swoją drogą, jak zwykle świetny tekst, który po prostu czyta się od deski do deski, praktycznie bez mrugnięcia okiem 🙂

    • Roman Sidło

      Właśnie tacy masochiści jak my działają po to, by inni nie musieli tracić czasu na czytanie takiej „literatury” 😀

  • O matulu… pranie mózgu. Szarlataństwo trochę :/ Tacy ludzie mnie przerażają, bo ich „wierzeń” nie można wybić im potem z glowy

  • Anu lka

    przeczytałam cytaty, chyba wystarczy. Leczę się na depresję. Jak dla mnie te rady są straszne i jeszcze bardziej potęguję depresję. dobrze, ze osoby mający „ataki” depresyjne tam mało albo wcale nie czytają…

    • Ja w depresji czytam bardzo dużo. Nie uogólniałabym tak, bo każdy ma swoje objawy :).

      • Roman Sidło

        Mam podobnie. Zwłaszcza, gdy „przyspawam się” do łóżka.

  • Ojej. Jakiś czas temu miałam podejście do innej książki p. Pawlikowskiej – lektura była mocno infantylna, nie wniosła nic do mojego życia, ale też w niczym nie zaszkodziła. Mam nadzieję, że osoby cierpiące na depresję potraktują tę książkę p. Beaty w podobny sposób i nikomu zmagającemu się z depresją ona nie zaszkodzi.

  • Say what?! Recenzja świetna, ale już po samych cytatach można wyrobić sobie negatywną opinię na temat książki. Nigdy nie zrozumiem po co dobra aktorka udaje kucharza, świetny muzyk tancerza a podróżniczka hmmm no właśnie kogo? Psychoterapeutę?

  • Lubię czytać recenzje książek, ale tak na prawdę wolę sama przeczytać i wtedy ocenić, wiadomo każdy ma inne poglądy, wartości, nie musimy się zgadzać z każdym, ale tak czy siak warto czytać.

  • Ewa

    Po książkę z pewnością nie sięgnę, nie chcę pogarszać swojego stanu psychicznego. Wydaje mi się, że problem depresji ostatnimi czasy stał się modny – szkoda tylko, że nieco bagatelizuje się tę chorobę nie zważając na jej dalsze konsekwencje. Przecież to „tylko” pogorszenie nastroju i „chwilowy” pesymizm.
    PS: Świetna rozmowa!

  • Wielopokoleniowo 3

    Niezła recenzja! Po powieść raczej nie sięgnę, a już na pewno nie polecę jej ludziom chorującym na depresję…

  • Uważam, że z każdej książki można coś dla siebie uszczknąć. Po książkę mogą jednak sięgnąć ludzie realnie borykający się z depresją. Taka osoba potrzebuje wiedzy i pomocy daleko wykraczającej poza zwiewne literojebki autorki w bosych stópkach, tiutiających po temacie depresji jak nagrzmocony motylek po mleczach na wiosnę. Książka nie jest nawet owym „suplementem diety”, gdzie naczelną zasadą jest „nie szkodzić”. Nie bez przyczyny, w aptece musi pracować farmaceuta a w gabinecie czeka wykształcony po uszy lekarz. Niesienie pomocy człowiekowi w chorobie to poważna sprawa. Kropka.

  • Nie bede pisac ‚jak mogla!’, albo ‚co to za nowa pani psychiatra’, bo to juz kazdy wie. Napisze jedynie, ze wasz wpis wprawil mnie w calkiem dobry humor, powiem potocznie nawet, ze mam niezla beke 😀 Takie wywiady to ja moge czytac, swietni jestescie!

    • Roman Sidło

      Nie wiem, czy to można nazwać wywiadem. Bardziej coś na zasadzie pogawędki na jeden temat. Tak czy inaczej cieszę się, że zdołaliśmy wprowadzić kogoś w dobry humor, takie było jedno z zamierzeń tego tekstu. Buziak :*

  • Fajny pomysł na recenzję 😉

  • Wielbicielka książek

    Zdecydowanie nie sięgnę po tę książkę. To już kolejna negatywna jej ocena, z którą się spotkałam.
    A rozmowa jest naprawdę świetna i niezwykle ciekawa. Super!

  • Fajnie napisane 🙂 Rzadko zdarza się tak przedstawioną recenzję 🙂

  • Romana Butka

    Świetny post, naprawdę humorystyczny i świetne są twoje komentarze 😀
    Zdecydowanie po tę książkę nie sięgnę 😀
    Pozdrawiam

  • Marlena Trocha

    Nawet nie wiecie z jaką przyjemnością przeczytałam Waszą recenzję, a Wasz wykres rozbił bank!:)

  • Marysia

    W sumei cel osiągnięty – o książce jest głośno. Czytałam inne ksiązki pani Pawlikowskiej i ta na pewno także jest warta przeczytania. Każdy sięga po to, czego potrzebuje, a w tych ksiązkach zawsze można znaleźć coś pozytywnego 🙂

    • Roman Sidło

      Spoko, że w ogóle przeczytałas recenzję xD

  • Artur Gołębski

    Z przyjemnością przeczytałem recenzję,a tytuł posta Rozwala ;-D

    • Roman Sidło

      Bardzo nam miło 🙂

  • Pingback: Czarny Anioł. Opowieść o Ewie Demarczyk - Blog Romana Sidły()