weronika postanawia umrzeć recenzja

Weronika postanawia umrzeć, a my razem z nią…

To już ostatni z archiwalnych odcinków cyklu „Dwóch złośliwych tetryków”, pisanych wraz z Rafałem Samborskim dla czasopisma studenckiego „Palimpsest. Pisane na nowo”. Po ciężkiej przeprawie z Igrzyskami śmierci wzięliśmy na warsztat jednego z największych zbrodniarzy literackich współczesności – Paulo Coelho. A konkretnie jego powieść Weronika postanawia umrzeć – recenzja tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

Follow my blog with Bloglovin

Weronika postanawia umrzeć, recenzja też jakaś żałobna

ROMAN: Tym razem poszliśmy po bandzie ostrzej niż dotychczas. O ile w ubiegłych miesiącach braliśmy na warsztat powieści typowo rozrywkowe, tak tym razem  zdecydowaliśmy się na twór w zamierzeniu autorskim ambitny, filozoficzno-moralizatorski, życiowy drogowskaz dla zbłąkanych dusz i w ogóle… och! ach! och! Jaka szkoda, że zamierzenia autora tak odległe są od rzeczywistości. Lektura powieści Weronika postanawia umrzeć sprawiła, że sam przez moment biłem się z myślami o samobójstwie. Trawione w bólach stronie przywoływały halucynacje, że oto siedzę na nudnej rodzinnej posiadówce, gdzie jakiś wujek Stefan/Zygmunt/Marian zamęcza wszystkich pseudofilozoficzną paplaniną na tematy, o których nie ma najmniejszego pojęcia. Nie wiem jak ty, Rafał, ale ja wciąż mam kaca po tym gniocie…

RAFAŁ: Właśnie jestem chory, ale teraz już sam nie wiem, czy to przeziębienie, czy ten twór wywołał we mnie takie odczucia. No właśnie. Bo ani Zmierzch, ani Igrzyska Śmierci, ani Pięćdziesiąt twarzy Greya nie są pozycjami, które nie udawały niczego więcej ponad to, czym były. A Weronika postanawia umrzeć ma nas zmusić do refleksji nad swoim życiem, nad odnalezieniem w sobie „tego, kim jesteśmy, a nie co z nas zrobiono”. I jeśli masz dwanaście lat, to jest to całkiem spoko. Problem w tym, że tylko wtedy.

Weronika postanawia umrzeć recenzja

O czym to właściwie jest?

ROMAN: Teraz wypadałoby napisać, o czym jest ta powieść. A to nie takie proste, jeśli fabułę trzeba wyławiać z ogromnego bagna komunałów. Ale niech będzie. Otóż po krótkim wstępie, w którym Paulo Coelho onanizuje się nad samym sobą, a przy okazji przybliża okoliczności powstania powieści, poznajemy tytułową bohaterkę. Weronika jest w trakcie popełniania samobójstwa (z całej siły życzyłem jej powodzenia, szeptałem: „zdechnij, zdechnij”).

Na nieszczęście czytelników zostaje odratowana.

Budzi się w zakładzie psychiatrycznym, gdzie dowiaduje się, że jej serce na tyle ucierpiało podczas próby samobójczej, że przestanie bić najpóźniej za tydzień. No i jak nie trudno się domyślić, Weronika zaczyna żyć pełnią życia, a czytelnik od samego początku domyśla się, że jest wrabiana, że wcale nie ma defektu serca, że świadomość nadchodzącej śmierci ma jej po prostu uświadomić, jak bardzo pragnie żyć. Zanim jednak potwierdzą się nasze przypuszczenia, musimy przebrnąć przez długi i kręty szlak banalnych, patetycznych aforyzmów, od których dostać można co najwyżej biegunki.

Nie ma postaci, która nie wysławiałaby się aforyzmami

RAFAŁ: Zastanawiam się, czy w tej powieści była jakaś postać, która nie mówiła aforyzmami. Od czasu do czasu karmieni jesteśmy też przypowieściami, z których wnioski oczywiście potrafią być odkrywcze. Tylko, że dla kilkuletniego Jasia, który jeszcze nie potrafi sobie zawiązać butów. O, proszę bardzo: przypowieść o królestwie, w którym wszyscy, oprócz rodziny królewskiej, napili się wody szaleństwa. Kiedy mieszkańcy chcieli odwołać władcę, królowa zaproponowała królowi, aby ten też ugasił swoje pragnienie. I nagle król jest super, a w całym królestwie zapanowała radość, bo wszyscy stali się szaleni.

Niestety, odnoszę wrażenie, że również w przypadku Weroniki mamy do czynienia z jednym wielkim szaleństwem. Bo jak to jest, że absolutnie każda postać wysławia się z profesorskim sznytem? A w szaleńcach nie ma cienia szaleństwa, są tylko życiowe mądrości? Owszem, jest w tym trochę romantycznej pochwały szaleństwa, które to nawiązanie zresztą wydaje mi się jak najbardziej celowe ze strony Coelho – zresztą, to pisarz tak bardzo lubujący się w zżynce, że w przypadku jednej ze swoich powieści skopiował nawet zakończenie z innej pozycji książkowej. No, ale proszę…

Parodia realizmu magicznego

ROMAN: Nie przemknęła ci przypadkiem przez głowę myśl, że ta powieść to taka mocno opóźniona w rozwoju kuzynka powieści Marqueza, Borgesa, Fuentesa? W sensie taka kuzynka, do której wstyd przyznać się przed znajomymi. Być może mnie wyśmiejesz za to, co teraz powiem, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że Coelho robi wszystko, co w jego mocy, aby wepchnąć się za drzwi z napisem „realizm magiczny”, przy czym ostatecznie zadowoli się chociażby możliwością stania na wycieraczce.

RAFAŁ: No pewnie. Nie wiem, czy wiesz, ale był kiedyś nawet taki żart, że w gimnazjum czyta się Coelho, w liceum Marqueza, a na studiach Cortazara. Patrząc na to, ile brakuje Pawłowi do pozostałych pisarzy, wcale się nie dziwię, do którego okresu życia został przyporządkowany. Poza tym, Weronika postanawia umrzeć to powieść bardzo rozwleczona. I pisząc, że rozwleczona, mam na myśli to, że zapewne gdybym spotkał Pawła Kolejło i zapytał, co u niego, opowiadałby im o wczorajszym dniu przez dwa lata. Nie przesadzam. Gdyby za historię wziął się – dajmy na to – Hemingway, zmieściłby wszystko na dziesięciu stronach. i nawet udałoby mu się dodać więcej alkoholu.

ROMAN: No cóż, przynajmniej szczęśliwi posiadacze Weroniki w formie papierowej będą mogli dłużej podcierać sobie nią tyłek, bo mówiąc szczerze, a przy okazji siląc się na maksymalną wyrozumiałość, ta powieść do niczego innego się nie nadaje. Naprawdę wstyd mi za masowego czytelnika, który przez tak długi czas nosił Coelho na rękach. Co prawda w chwili obecnej recepcja książek Brazylijczyka uległa skrajnemu przewartościowaniu (patrz prześmiewcze memy w internecie), niemniej wygląda to trochę jak w przypadku Izabeli Łęckiej, która zachwycała się skrzypkiem Molinarim dopóty, dopóki nie oznajmiono jej, że ten nie spodobał się „towarzystwu”. Myślę, że wcześniej niż później nawet taki bestseller jak Pięćdziesiąt twarzy Greya podzieli los powieści Paulo Coelho, a jako pierwsi śmiać się będą niegdysiejsi najgorętszy zwolennicy. Niech tylko zmieni się kierunek wiatru…

Paulo Coelho jest tak wspaniały, że onanizuje się sam nad sobą

RAFAŁ: Tak w ogóle chciałbym jeszcze wrócić do momentu, w którym Paulo onanizuje się nad samym sobą. NIGDY-NIE-CZYTAŁEM-CZEGOŚ-AŻ-TAK-GŁUPIEGO. Bo po co wprowadzać okoliczności powstania powieści do książki, kiedy to zupełnie nic nie wnosi, w żaden sposób nie wzbogaca treści? Vonnegut też lubił dzielić się genezą powstawania swoich powieści, upychając ją na stronach książki. Ale czynił to zgrabnie – jako narrator coś wnosił; dajmy na to w Rzeźni numer pięć był gdzieś za plecami Billy’ego Pilgrima, przeżywał to, co postacie, był naocznym świadkiem zdarzeń. A w Weronice? Dowiadujemy się, że Coelho wcinał obiad (mam nadzieję, że był niedobry, obsrańcu!), usłyszał o Weronice od innej Weroniki, zastanawiał się nad zmianą imienia drugiej Weroniki, by nie myliła się z pierwszą, dlatego nazywana jest przyjaciółką Weroniką, po czym wszystko urwane jest słowami: „A teraz Paulo Coelho i jego przyjaciółka Weronika na zawsze odchodzą z kart tej powieści”. Masakra.

Weronika postanawia umrzeć recenzja

ROMAN: Paradoksalnie Paulo Coelho ani na moment nie opuścił opowieści. Mizeria jego filozofii przebija się przez słowa każdego z bohaterów. Weronika postanawia umrzeć to w gruncie rzeczy powieść, w której występuje tylko jeden bohater. Paulo Coelho. Tu Paulo łykający tabletki, tam Paulo w lekarskim kitlu, tu znów Paulo medytujący, gdzie indziej Paulo schizofrenik. Otwierasz szafę – Paulo, podnosisz deskę klozetową – Paulo. Koszmar.

Weronika postanawia umrzeć… my też, bo nie widzimy w tej powieści żadnych pozytywów

RAFAŁ: Szczerze mówiąc, zastanawiam się, czy istnieją jakieś pozytywy tej książki. Zawsze potrafiliśmy takie znaleźć. A ja jedyne, co potrafię powiedzieć, to fakt, że Weronika jest przecież ładnym imieniem. Oraz to, że mogło być gorzej, bo słyszałem od osób postronnych, że to i tak jedna z lepszych pozycji w dorobku Paulo. Na przykład w Bridzie główna bohaterka spotyka na swej drodze mędrca, który uczy ją, jak żyć. Tak wprost. Bez zabaw w podchody. A w Weronice Paulo starał się to jakoś zakryć. I „starał” to dobre słowo, bo ostatecznie mamy pierdyliard mędrców, tylko wszyscy występują jako szaleńcy.

ROMAN: A nie podobała ci się scena masturbacji przy fortepianie? Trochę zaleciało Greyem, co?

Weronika postanawia umrzeć recenzja

RAFAŁ: Ha, a na dodatek jeszcze mamy schizofrenika Edwarda – zupełnie jak w innej pozycji, którą już omawialiśmy, tylko choroby umysłowej naszego wampira nikt bezpośrednio nie zdiagnozował. Przypadek? A tak poważnie: myślę, że Coelho chciał wprowadzić do swojej powieści nieco symboliki. Że niby Weronika jest taka wyzwolona, och, ach. A wyszło dziwacznie, kiczowato i… bezsensownie. Chociaż i tak wczuci czytelnicy Paulo zapewne zareagują: „łooo, ale odważny ten nasz Paweł”. Wiesz co, przygotowując się do naszej dyskusji, trafiłem na pisaną jeszcze na świeżo recenzję z „Wyborczej” i pojawia się tam takie zdanie, że Coelho sam przyznaje, iż pisze książki, nie literaturę. To mówi naprawdę sporo. Poza tym, naprawdę ktoś ufa kolesiowi, który pisze felietony do miesięcznika „Wróżka”?

ROMAN: Teraz pomyśl o tych wszystkich psychofanach, dla których był (i może dalej jest) wyrocznią. Tak w ogóle, zastanawiałeś się, co łączy wszystkie te bestsellery, którymi dotąd się zajmowaliśmy? Otóż zachwycają się nimi głównie ci, którzy książki czytają od święta. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie, obserwując pewną część swoich znajomych…

Powieść może i głupia, ale sentencje na memach temysli.pl wyglądają sweetaśnie

RAFAŁ: Racja. W końcu jak można mieć pojęcie o dobrej literaturze, skoro się z nią nie obcuje na co dzień? A tutaj mamy rzeczy lekkie, łatwe i „przyjemne” lub nieco filozofii życiowej spod znaku temysli.pl albo zyciowe.net. A kysz! Apage!

ROMAN: Dlatego pieprz się, śmieciowa literaturo, i wy, niedzielni czytelnicy!


Sprawdź koniecznie Top 10 najbardziej żenujących cytatów Paulo Coelho!


Share
  • Wiesz Romanie jak bardzo cenię Twoje – za przeproszeniem – pióro i celne sądy dotyczące literatury. Skłamałabym jednak, gdybym nie powiedziała, że i ja dałam się kiedyś uwieść Paulo Coelho – „Wojownik światła” wydawał mi się niezwykle inspirujący. Czytelnicze błędy młodości. Warto jednak zastanowić się, dlaczego taka literatura cieszy się tak wielkim powodzeniem? Dlaczego ludzie nie czytują w pociągach Kanta, czy „Mini wykładów o maxi sprawach” Kołakowskiego, ale książki tego brazylijskiego pisarza? Szukają odpowiedzi na uniwersalne pytania i już ten fakt dobrze o nich, świadczy. Zastanawia mi jedno – przy całym uwielbieniu dla Twego krytycznoliterackiego rzemiosła, dlaczego w Twoim wpisie tak często pojawia się słowo na d… odmieniane przez wszystkie przypadki? 🙂 Osobiście wolałabym, żeby było troszkę mniej brzydkich słów – gdyż, iż, toż, ponieważ to opiniotwórczy blog 🙂

    • Roman Sidło

      No właśnie, powołujesz się na młodość (metrykalna, czytelnicza, nieważne) i wydaje mi się, że w tym właśnie tkwi fenomen powieści tego pisarza. Bo oto mając średnie obycie literackie, a czasem i żadnego, ludzie otrzymują coś, co wydaje im się tak odkrywcze i treściwe filozoficznie. Ja bym to porównał do popularności portali typu temysli.pl. Z tego, co zauważyłem po moich znajomych, to z tych górnolotnych myśli tam umieszczonych korzystają głównie Ci, którym z książkami raczej nie po drodze (wspomniałem o tym w recenzji).

      Myślę, że gdybym sięgnął po „Pielgrzyma” czy „Weronikę…” właśnie w latach gimnazjalnych czy licealnych, to również mógłbym się zachłysnąć zawartą tam treścią. Jednak z twórczością Coelho zetknąłem się znacznie później, bo na studiach, gdzie już miałem wyrobiony jakiś tam literacki smak. I pewnie dlatego szybko zniechęcił mnie ten banał upchnięty w powieściach Brazylijczyka.

      Inna rzecz, trochę bardziej osobista – mnie od dawien dawna brzydził patos. I kiedy widzę, jak wylewa się z książkowych stronic, po prostu chce mi się wymiotować. Nie znoszę wielkich, napompowanych wzniosłością słów i moim zdaniem używanie ich odwołuje się do tej najpłytszej warstwy emocjonalnej człowieka.

      Co do Kanta i Kołakowskiego, to trochę pojechałaś po bandzie, bo w ten sposób obijamy się o obie skrajności 😀 Dla Ciebie książki Coelho szukają uniwersalnych prawd, dla mnie są zbiorem komunałów, dla których fabuła stanowi wyłącznie tło. I przeczytałem aż dwie powieści, żeby dojść do tych wniosków 😀

      Powiem tak, jeśli dla kogoś Coelho jest takim czytelniczym punktem wyjścia do sięgnięcia po rzeczy wartościowsze, to super. Gorzej jeśli jego pisarstwo stanowi dla kogoś Mount Everest literatury w ogóle. I nie, nie powołam się tutaj na powiedzenie „o gustach się nie dyskutuje”, bo moim zdaniem jest ono durne.

      Tak czy inaczej, ta recenzja jest subiektywnym spojrzeniem na tę książkę i jeśli ktoś nie zgadza się z czymś, serdecznie zapraszam do dyskusji.

      PS. Z tą dupą rzeczywiście przeginka i aż dziw, że sam tego nie dostrzegłem. Powiedziałbym, że „głodnemu chleb na myśli”, ale wtedy dopiero naraziłbym się na śmieszność 😀

  • Twórczość Paulo znam, chociaż zdecydowanie bardziej przemawia do mnie literatura właśnie w stylu igrzysk śmierci. 😛

  • Szczerze? Jedyna książka Coelho, jaką przeczytałam, był „Alchemik”. I było to daaaawno. Na tym zakończyłam poznawanie jego ‚dzieł’. Kompletnie nie przemawia do mnie jego sposób pisania. Wasz tekst za to mnie i zaciekawił, i rozbawił 🙂

    • Roman Sidło

      Też mam to „cudo” za sobą. W moim przypadku na „szkodę” Coelho działa fakt, że wziąłem go na warsztat w czasach, kiedy miałem już względnie ukształtowany gust czytelniczy.

  • Pewnie dlatego też jeszcze nie przeczytałam żadnej książki Coelho…

  • Ja tez z tych, ktorzy w gimnazjum przelkneli Alchemika i wydawalo mi sie to wtedy taka wielka filozofia. Wrocilam do tej ksiazki ze dwa lata temu i w stwierdzilam, ze rzeczywiscie jest to filozofia dla gimbazy. Mialam nawet szczere checi siegnac po cos innego od Coelho, ale te wszystkie memy jednak nie wziely sie z nikad, wiec juz nie zaluje, ze odpuscilam 😀

    • Roman Sidło

      Cieszę się, że zeszłaś ze złej drogi 😀

  • Pingback: Igrzyska śmierci, czyli coś tu śmierdzi... - Blog Romana Sidły()

  • Pingback: Top 10 żenujących cytatów Paulo Coelho [część pierwsza] - Blog Romana Sidły()