psy częstochowa

Skrócony poradnik ośmielania częstochowian

Nie bez powodu Częstochowa została wybrana przez WP najsmutniejszym polskim miastem. Każdego dnia, przemieszczając się pieszo między pracą a domem, mijam po drodze dziesiątki otępiałych zombie, kontemplujących zarośnięte zielskiem fugi między kostkami brukowymi. Maski na twarzach wymalowane mają grymasami obojętności, złości, zażenowania. Ale jest na to sposób. Mój własny sposób, który odkryłem dość przypadkowo. Przed Wami skrócony poradnik ośmielania częstochowian. Poradnik zawierający się w dwóch kluczowych słowach: psy i Częstochowa.

Punkt pierwszy (i ostatni): przygarnij psa

psy częstochowa
Kiedy jesteś wyrafinowanym gentlemanem night 2.0 z pokolenia ikea i chcesz podarować loszce 8/10 zastrzyk pewności siebie, dając do zrozumienia, że jej cios nosem powala nie gorzej niż proste Mike’a Tysona w czasach jego chwały (Boo-Boo z lewej).

A już najlepiej jakiegoś osobliwego skubańca wzbudzającego zainteresowanie samym swoim jestestwem. No nie wiem: konusa, olbrzyma, oryginalną krzyżówkę, biedaka z amputowaną łapą, rasta-psa z fryzjersko-dziewiczą sierścią albo po prostu zwykłego Reksia przyodzianego w strój Supermana.

W moim przypadku o wyborze zadecydowała chyba okazja, jaka się nadarzyła. Trochę więc przez przypadek pod nasz dach trafił ważący mniej więcej tyle, co półlitrowa butelka wody, pinczer miniaturowy. Oprócz nowego domu i nowych opiekunów, tamtego dnia otrzymał od losu jeszcze coś – kretyńskie imię… Boo-Boo.

Ale co ma piernik do wiatraka?

psy częstochowaOkazuje się, że całkiem sporo. Kiedy Boo-Boo podrósł na tyle, by rozpocząć eksplorowanie Częstochowy na własnych łapach, z miejsca stał się maskotką całego osiedla. Połączenie lilipucich rozmiarów, wojowniczego usposobienia oraz tego sierocego spojrzenia spowodowało, że dotąd niewidzialni dla innych ludzi, nagle staliśmy się z narzeczoną tymi, którzy… prowadzą na smyczy słodkiego pieska. A że z pieskiem porozmawiać się nie da, ludzie zaczęli wszczynać pogawędki z nami.

Nagle okazało się, że częstochowianie jednak potrafią być spontaniczni w nawiązywaniu przypadkowych rozmów na ulicy. Wystarczył im pretekst w postaci psa o gabarytach świnki morskiej. Uwierzcie lub nie, ale nie mieliśmy za sobą jeszcze takiego spaceru, podczas którego ktoś nie zaczepiłby nas choćby po to, by podzielić się komentarzem na temat Boo-Boo, zapytać o jego wagę, wiek; o hodowlę, z której pochodzi. I na tej płaszczyźnie bez wahania można stwierdzić, że Częstochowa to dobre miasto!

Poradnik ośmielania częstochowian wciąż „się pisze”

Psy częstochowa
Pierwszy dzień Boo-Boo pod nowym dachem

Dziś Boo-Boo waży już prawie tyle, co trzy standardowe torebki cukru, a ludzie wciąż uśmiechają się na jego widok. Co ważniejsze – uśmiech pozostaje na ich twarzach, kiedy podnoszą głowę i spotykam się z nimi wzrokiem.

Nigdy nie zapomnę spotkania z pewną starszą panią. Szła pod depo z młodszą od siebie kobietą – może córką, może opiekunką, czort wie. Widać było, że poruszanie się sprawia jej wiele trudności. Jednak z chwilą, gdy zobaczyła mojego „psotoperza”, zarechotała jak mała dziewczynka, która właśnie podsłuchała pieprzną pogawędkę dorosłych. Sam widok osobliwej hybrydy psa i nietoperza sprawił jej radość i na chwilę ożywił podupadłego wiekiem ducha.

psy częstochowaNawet nie próbuję zliczyć, jak wiele osobistych historii usłyszałem z ust ludzi, którzy chwilę wcześniej zainicjowali rozmowę spontanicznym „ale słodki piesek”. Dla kogoś, kto nawet w najbardziej błahej historii widzi zalążek fabuły, jest to niezwykle cenne doświadczenie.

Słyszałem już o mikrohistorie o złamanych sercach, emigracjach za ocean, o młodzieńczych latach świetności, nieżyjących małżonkach czy nadziejach, które zestarzały się wraz z ich nosicielami i które wraz z nimi umrą. Jak sami widzicie, psia postać Boo-Boo stanowi zaledwie preludium do właściwego dialogu na tematy zadziwiające różnorodnością i szczerością przedstawienia.

Wnioski są słodko-kwaśne. Z jednej strony częstochowianie wcale nie są tacy smutni i nieprzystępni, jak mogłoby się zdawać. Z drugiej natomiast – w wielu przypadkach (zwłaszcza wśród osób starszych) można wyczuć od częstochowian tę dojmującą samotność, która tylko szuka okazji do wylania się szerokim strumieniem.

Może więc warto od czasu do czasu pozwolić wylać na siebie taki strumień? W gruncie rzeczy to nie boli. Ani trochę. A czasem nawet potrafi być przyjemne, a już na pewno pouczające.Roman Sidło

Share
  • zyciejakmuzykablog.wordpress.c

    Wierny przyjaciel człowieka…;)

    • Roman Sidło

      Wierny, a jaki kochany 😉

  • Sama się uśmiecham na widok „słodkiego pieska” 🙂 A problem ponuractwa dotyczyc większości społeczeństwa, choć może to wina pogody?

    • Roman Sidło

      Raczej nie w tym przypadku, bo największa liczba kilometrów pokonanych z Boo-Boo przypadła na sierpień i wrzesień 🙂

  • Kasia

    Śliczniak! 🙂 To prawda, że Polacy często potrzebują pretekstu do uśmiechu i fajnie, że są ludzie, którzy takie preteksty mają, bo to zdecydowanie sprzyja integracji społecznej i wymianie dobrej energii w narodzie, nawet w Częstochowie 😉 🙂

    • Roman Sidło

      Nawet w Częstochowie! xD

  • Cudowny. Kocham pieski i chciałabym mieć kiedyś takiego w domu. Może jak córcia podrośnie to uda mi się przekonać Pana Męża 🙂

    • Roman Sidło

      Polecam pinczery. Trochę trzeba się natrudzić przy wychowywaniu, ale warto 🙂

  • Każdy ma sposób na życie 😉

  • Nie tylko w Częstochowie przemieszczają się takie smutasy 😉 Piesek cudowny <3 Mamy na stanie 5 letnią labradorke, która wciąż myśli, że jest szczeniakiem 😀

  • Pingback: A gdyby tak Częstochowa była drużyną piłkarską [część 1. - formacja obronna] - Blog Romana Sidły()