peaky blinders recenzja serialu

Dymy, zadymy, whiskey i rock. Peaky Blinders – recenzja serialu

Pisanie pochlebnych recenzji przysparza mi sporo trudności. Moje pokraczne paluchy, skrojone pod wystukiwanie prześmiewczych dyrdymałów, plączą się i drżą, kiedy każe im się nad czymś pozachwycać. Ale choć złośliwy ze mnie nikczemnik i hejterska kanalia, dziś wyjątkowo potarzam się w wazelinie. Bo Peaky Blinders to serial, w którym zadurzyłem miłością pustej dwudziestolatki do dzianego Playboya po sześćdziesiątce; co z tego, że może i dostrzegam rażące niedociągnięcia tam i ówdzie, skoro cała reszta rekompensuje je z nawiązką…

Dymy, zadymy, whiskey i rock

Gdybym miał znaleźć jeden przymiotnik najlepiej charakteryzujący Birmingham lat 20 ubiegłego wieku przedstawione przez twórców Peaky Blinders, postawiłbym na „odymiony”. Wstęgi dymu unoszą się z kominów, z kuźni i fabryk, nade wszystko jednak z papierosów, którymi zaciągają się bodaj wszyscy bohaterowie serialu. Nawet ulice zdają się dymić, jakby przepływały pod nimi strumienie lawy. Nic więc dziwnego, że bohaterowie niczym pszczoły w ulach gromadzą się stadnie w pubach. Tam whiskey leje się strumieniami, od czasu do czasu ktoś dostanie po mordzie – taka tam codzienność industrialnego Birmingham tuż po I wojnie światowej.

peaky blinders recenzja serialu

Wszystko to w akompaniamencie współczesnego brytyjskiego rocka. Zabieg dość ryzykowny, mogłoby się wydawać, biorąc pod uwagę historyczno-kostiumowy wymiar serialu. Ale efekt okazał się piorunujący. The White Stripes, Nick Cave, Arctic Monkeys, PJ Harvey czy nawet David Bowie świetnie wpasowali się w klimat Peaky Blinders. Do tego stopnia, że warstwę muzyczną wielu uznaje dziś za największy atut serialu.

Na tym szarym i ponurym tle malowany jest wielobarwny portret rodzinny Shelbych – familii stojącej na czele gangu Peaky Blinders.

Haracze, handel lewym towarem, ustawianie gonitw – to chleb powszedni chłopaków z żyletkami w kaszkietach. Choć Peaky Blinders sieją postrach na ulicach Birmingham, ambicje przywódcy Tommy’ego Shelby’ego (w tej roli prześwietny Cillian Murphy) sięgają znacznie dalej. I właśnie ta przerośnięta momentami ambicja stanowi punkt wyjścia dla opowieści o Tommym i jego gangu. Opowieści, którą może i oparto na mocno wyeksploatowanych gangsterskich motywach, jednak motywy te zrealizowano w sposób budzący mój najszczerszy podziw.

Peaky Blinders recenzja serialu

Wiarygodne, wielowymiarowe postaci z wyrazistym życiorysem

Wszyscy najważniejsi bohaterowie mają bogaty kapitał biograficzny, przekładający się na kształt tego, kim są w serialowej teraźniejszości. Wszelkie bolączki, traumy i bolesne wspomnienia z przeszłości co jakiś czas dają o sobie znać, niczym rana, która za cholerę nie chce się zabliźnić. Znakomicie wyeksponowane zostało piętno, jakie odcisnęła na ludziach (m.in. na głównym bohaterze) wojna. Zwłaszcza na weteranach, do których powraca w migawkach wywoływanych przez zespół stresu pourazowego.

Świetnie napisane postaci wymagały, rzecz jasna, odpowiedniej obsady. I tak, po dwutygodniowym intensywnym obcowaniu z trzema sezonami Peaky Blinders, mogę z całą pewnością stwierdzić, że Cillian Murphy został wręcz stworzony do roli Tommy’ego. Zimne, hipnotyzujące spojrzenie Irlandczyka i maska pozornego spokoju, pod którą kryje się cała paleta emocji, to coś, co z pewnością utkwi w pamięci każdego widza. Tak czy owak w moim osobistym – niespisanym nigdy i nigdzie – rankingu postać Tommy’ego Shelby’ego urasta do rozmiarów kultowej.

Peaky Blinders recenzja serialu

Podobnie jak Alfie Solomons – żydowski gangster, w którego wcielił się Tom Hardy – dla mnie obecnie jeden z najlepszych aktorów, jaki stąpa po tym łez padole. Z epizodycznie pojawiającego się Solomonsa Hardy uczynił cynicznego skurwysyna, którego nijak nie da się nie lubić. W ogóle kreacją Alfie’ego scenarzyści bardzo zmyślnie zabawili się stereotypem Żyda z pierwszych dekad XX stulecia.

Za każdym Shelbym kryje się nietuzinkowa niewiasta

Nieźle wypadły też role kobiece. No, może poza tą najważniejszą z punktu widzenia fabuły, czyli Grace. Wcielająca się w jej rolę Annabelle Wallis, choć niewątpliwie urokliwa, była równie przekonująca, co minister Zalewska mówiąca o tym, że reforma edukacji nie wywoła czystki wśród nauczycieli.

Peaky Blinders recenzja serialu

Za to serialowa Polly (Helen McCrory) niemal natychmiast uruchomiła u mnie skojarzenia z Gemmą Teller z Sons of Anarchy. Skojarzenia, oczywiście, pozytywne. Nie licząc trzeciego sezonu, gdzie scenarzystom wyraźnie brakło pomysłu na tę postać, Polly świetnie odnajdowała się w gangsterskim świecie mężczyzn, którzy w porównaniu z nią często wychodzili co najwyżej na dużych chłopców. Ciekawą, choć momentami irytującą bohaterką, była Ada Shelby (grana przez Sophie Rundle), niepokorna siostrzyczka Shelbych; na wyróżnienie zasługuje również Aimee-Ffion Edwards (serialowa Esme), a także Gaite Jansen wcielająca się w rolę ekscentrycznej i mocno nieprzewidywalnej księżniczki Tatiany Pietrownej.

Konflikt goni konflikt

Twórcy Peaky Blinders bardzo przekonująco odtworzyli realia i nastroje społeczne powojennej Anglii. Przeciwności nieustannie ścierają się ze sobą bodaj na wszystkich płaszczyznach. I tak mamy: katolików, protestantów, komunistów, kapitalistów, członków IRA, Żydów, Włochów, Irlandczyków, Cyganów, skorumpowanych i praworządnych gliniarzy, weteranów wojennych i tych, którzy z tej czy innej przyczyny uniknęli walk na froncie itd., itp. Wydaje się, że kraj podzielony jest na wszelkie możliwe sposoby, a sytuacja społeczno-polityczna pozostaje nie bez znaczenia w kontekście poczynań bohaterów serialu.

Rysy na szkle też się znajdą

O jednej nawet już wspomniałem (postać Grace). Co jeszcze mnie razi? Cóż, z pewnością nieznaczna obniżka lotów w sezonie trzecim, w którym dzieje się odrobinę za dużo. Momentami trudno się połapać, który z wątków uznać za wiodący. Tommy Shelby, którego poznaliśmy w pierwszych dwóch sezonach, jako postać nie do końca odnajduje się po zmianie klimatu z rynsztokowo-pubowego na salonowo-arystokratyczny. Natomiast sami Peaky Blinders gdzieś po drodze utracili nieco ze swojej bandyckiej fantazji, którą zauroczyłem się po pierwszych kilku odcinkach. Cóż, może to po prostu zamierzony proces ewolucji bohaterów?

Tak czy inaczej z utęsknieniem oczekuję czwartego sezonu serialu. Tym, którzy nie oglądali pierwszych trzech, zdecydowanie polecam nadrobienie zaległości. Tym z kolei, którzy tak jak ja czekają na dalsze perypetie Tommy’ego i spółki, zostawiam trailer czwartego sezonu:

peaky blinders recenzja serialu

Share
  • Kusisz, kusisz… Ja (jako zdeklarowana miłośniczka serialu) ostatnio odeszłam w stronę grania na xboxie (skutecznie odmóżdża), ale jak mi tylko minie, a minie wkrótce, to z chęcią przyjrzę się Peaky Blinders.

    • Roman Sidło

      Polecam. To jeden z tych seriali, w których można się zatracić bez reszty, a w przypadku facetów – przeorientować się seksualnie za sprawą Cilliana Murphy’ego xD

  • Dodaję do listy `do obejrzenia’ ☺️

  • Oj, uwielbiam takie klimaty. Zapowiada się świetnie. Jeszcze tylko gdyby dobra miała 48 godzin….