Nienawistna ósemka recenzja

Nienawistna Ósemka – recenzja filmu oglądanego „po pijaku”

Jeśli idzie o kinematografię, to śmiało możecie nazywać mnie filmowym Internet Explorerem. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek zaraził mnie wirus premierowej sraczki. Zwykle w spokoju i błogiej nieświadomości przeczekiwałem całą szopkę dotyczącą danego filmu bądź serialu i kiedy kurz wreszcie opadał, nadrabiałem zaległości. Tak było między innymi z ostatnim filmem Tarantino. Nienawistną ósemkę, bo o tym dziele mowa, obejrzałem ledwie przed kilkoma dniami.

Tak naprawdę nie jest to recenzja Nienawistnej ósemki

Choćby dlatego, że żaden ze mnie filmowy znawca. Przyjmijmy, że to wyłącznie subiektywne wrażenia – wciąż jeszcze świeże – po seansie. Długim seansie, wypada podkreślić, bo obejrzenie Hateful Eight wymaga wygospodarowania blisko trzech godzin wolnego czasu. W trakcie seansu wypiłem butelkę wina, więc moje przemyślenia mogą być…  mhm… osobliwe?

Typowe kino według Tarantino

Rzecz podstawowa – Nienawistna ósemka to nie jest poziom Django. Ani Bękartów wojny, które oglądam częściej niż własne przyrodzenie zagubione gdzieś pod bębnem brzucha. O Pulp Fiction nawet nie wspominam, bo trochę tak głupio.

Zobacz także recenzję The 100czyli jednego z najbardziej przereklamowanych współczesnych seriali.

Jeżeli teraz spodziewacie się tąpnięcia krytyki, to rozczaruję Was. Mimo tych wszystkich porównań, Nienawistna ósemka to film znakomity. Sam Tarantino z kolei… hmm… tak sobie myślę, że aby wpaść na koncept nakręcenia trzygodzinnego filmu, w którym niemal wszyscy aktorzy stłoczeni są praktycznie w jednej lokalizacji – sklepiku „z różnorodnościami Minnie” – trzeba albo mieć srogo nasrane we łbie, albo być geniuszem. A że Tarantino bliżej do tego drugiego, niech zaświadczy fakt, iż z chwilą zamknięcia wszystkich postaci w jednym pomieszczeniu widz trzymany jest w napięciu do samego końca filmu.

Pamiętam, jak w którymś momencie seansu pomyślałem sobie: hej, a gdzie tu krew? Jakoś tu dziwnie sucho. A tu jak ci nie rzygnie krwią jeden z drugim… prawdę mówiąc, od tamtego momentu tama z rzeką posoki została przerwana i zrobiło się tak jakoś czerwono.

Nienawistna ósemka recenzja

Dla recenzenckiej przyzwoitości – zarys fabularny

Akcja dzieje się w Stanach Zjednoczonych drugiej połowy XIX wieku. Jest zima. I to taka z gatunku tych ostrzejszych zim, żeby nie rzec – piździ jak w kieleckim. I to właśnie „uroki” zimy zamykają w domku na odludziu bohaterów filmu, między innymi łowców głów: Johna Rutha (Kurt Russel) i Marquisa Warrena (kapitalny Samuel L. Jackson). Ten pierwszy wiezie ze sobą niejaką Daisy Domergue (równie znakomita Jennifer Jason Leigh), babsko spod ciemnej gwiazdy, które John „Szubienica” (ksywa nieprzypadkowa) zamierza dostarczyć wymiarowi sprawiedliwości i zgarnąć nagrodę w wysokości 10 tys. dolarów. Ale w domu Minnie, w którym za zamiar przeczekać śnieżycę, jest jeszcze kilku innych gości. Zabawa zaczyna się na dobre, kiedy John Ruth domyśla się, że wśród nich jest co najmniej jeden ziomek Domergue, który zechce odbić ją z rąk łowcy głów.

nienawistna ósemka recenzja

Jak w szwajcarskim zegarku

Uwielbiam filmy, w których wszystko od początku do końca jest przemyślane. Każda postać ma swoją fabularną rolę do odegrania, każdy rekwizyt może nagle stać się „strzelbą Czechowa”, a Ty wpatrujesz się w ekran, mrużąc oczy niczym chiński zwiadowca, usiłując doszukać się znaczenia w kolorach łachmanów, w jakie ubrani są bohaterowie.

Tak właśnie jest u Tarantino, tak było również w przypadku Nienawistnej ósemki. Zepsute drzwi, dzbanek z kawą, list od Aba Lincolna, drażetka w szczelinie między deskami podłogi. Wszystko wyeksponowane tak, że z niecierpliwością wyczekujesz, aż te „strzelby Czechowa” wypalą z hukiem, jedna po drugiej. A kiedy już się to dzieje, odczuwasz taką satysfakcję, jakbyś właśnie dostał numer telefonu od dziewoi, która teoretycznie jest poza Twoim zasięgiem.

Bądź tu mądry i szufladkuj

Na Filmwebie Nienawistna ósemka widnieje jako western. Cóż, coś musieli wpisać w rubrykę „gatunek”. Ja niczego wpisywać nie muszę. I bardzo dobrze, bo synkretyzm gatunkowy w tym filmie może przyprawić o ból głowy tych, co to lubują się w szufladkowaniu. Oprócz elementów westernowych mamy tu bowiem trochę kryminału, trochę kina akcji, trochę komedii i thrillera (napięcie, napięcie!). Cała ta synkretyczna potrawka przyprawiona szczyptą pastiszu, ironii i absurdu. Dodaj do tego soczyste, na pozór „przegadane” dialogi, klaustrofobiczną otoczkę, gejzery juchy, zaburzenia w chronologii wydarzeń… no, wypisz, wymaluj – Tarantino.

Nienawistna ósemka recenzja

Aktorzy dają radę

Jeśli zapytacie mnie, za co najbardziej cenię Tarantino, bez wahania odpowiem: za dobór obsady i wykrzesywanie z aktorów tego, co mają najlepsze. Nie ważne, jaki film w jego reżyserii bym oglądał, zawsze odnoszę wrażenie, że aktorzy, których zaangażował, urodzili się właśnie po to, by zagrać tę konkretną (czasem kilka konkretnych) rolę.

Nienawistna ósemka recenzja

W Nienawistnej ósemce nie ma źle zagranej postaci, niektóre są wręcz zagrane genialnie. O ile świetna rola Samuela L. Jacksona raczej nikogo nie dziwi, tak bardzo dobre wrażenie zostawili po sobie: Jennifer Jason Leigh i Walton Goggins. Z tym drugim miałem z początku problem, bo wydawał mi się takim Jimem Carreyem dla ubogich. Nie wiem, może to podobieństwo w wyglądzie, jakie dostrzegam między aktorami, spowodowało taki osąd, a może po prostu moje pijaństwo. W każdym razie wrażenie to na szczęście szybko się ulotniło, a pan Goggins bardzo urósł w moich oczach. Za to Daisy Domergue grana przez J.J. Leigh… mam wrażenie, że aktorce udało się wykreować postać kultową. Taką, którą będziemy wspominać ze szczególnym uwielbieniem, kiedy za X lat pokusimy się o podsumowanie całego dorobku Tarantino.

Nienawistna ósemka recenzja

Nienawistna ósemka. Czy coś mi się nie podobało?

Tak, było kilka takich rzeczy. Trochę mi zazgrzytało fabularnie w momencie, kiedy John Ruth domyśla się, że w pasmanterii Minnie znajduje się towarzysz Daisy, który będzie próbował ją odbić. Owszem, postać „Szubienicy” wielokrotnie zdradzała rozwagę, ostrożność i przezorność. Niemniej podejrzenie dotyczące Domergue zostaje przezeń uznane jako pewnik, a myślę, że fabularnie nie było ku temu wystarczającej argumentacji. Umknęłoby to może mojej uwadze, gdyby nie fakt, iż mówimy tutaj o ważnym punkcie zwrotnym w filmie, od którego tak naprawdę zaczyna się „prawdziwa zabawa”.

Nienawistna ósemka recenzja

Nie podobał mi się również motyw… mhm… seksu oralnego. Dla dobra tych, którzy nie oglądali, nie będę zdradzać kontekstu. Powiem tylko, że sama scena wydała mi się trochę niepotrzebna i nijak nie pasująca do reszty. Prawdę mówiąc, przez chwilę poczułem się tak, jakbym zmienił kanał i oglądał zupełnie inny film.

Słów kilka na koniec

Jak już wspomniałem kilka akapitów wcześniej, Nienawistna ósemka to film zdecydowanie wart obejrzenia. Znajdziecie tu „wszystko to, co tygryski lubią najbardziej”: przemyślaną fabułę, świetną grę aktorską, pierdylion zwrotów akcji i drugi pierdylion różnorakich smaczków i reżyserskich „oczek” puszczanych w kierunku widza. Mimo nasennego działania wina udało mi się dotrwać do samego końca w skupieniu i jakimś tam podnieceniu. Wam, mimo wszystko, zdecydowanie jednak polecam odbiór Tarantino „na trzeźwo”.

Roman Sidło

Share
  • Roman nie podzieliłeś się jabolem z kolegą! A recenzja … jak mina Trumpa dziś rano – pozytywnie zaskakująca!

    • Roman Sidło

      To była sobota wieczór, więc Ty już pewnie byłeś neptyk 😀

  • Iwona Kosińska

    Lubię filmy Tarantino, nie żebym jakoś potwornie kochała go miłością bezkrytyczną ale lubię. Ale nie lubię poświęcać czasu na coś co jest słabe i o takich słabościach wolę wiedzieć wcześniej i od kogoś. Dlatego nie jestem również premierowym narwańcem. Niech kto inny straci własny czas i da mi znać żebym ja nie była stratna
    Jednakowoż-czuję się namówiona.

  • Film nie podobał mi się ani troszkę, Tarantino odwoływał się w nim do wszelkich możliwych wątków i postaci, które wykreował już w poprzednich swoich filmach. Niestety, Tarantino za często chyba przegląda się w lustrze i popadł w narcyzm. Jak dla mnie „Nienawistna ósemka” była za długa, za nudna, za sztuczna, za podobna do wszystkich poprzednich dzieł Tarantino, a przede wszystkim zbyt przewidywalna. Recenzja w każdym razie przewyższa seans filmowy 🙂

    • Roman Sidło

      Z przewidywalnością się nie zgadzam, choć może po prostu lepiej przewidujesz niż ja 😀

      Czy „Nienawistna ósemka” jest sztuczna? A który film Tarantino sztuczny nie jest?

      Nudna? Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych mogła taka być 🙂

      Dzięki, jak zawsze, za odwiedziny 🙂

  • Tyle filmów wisi na mojej liście do obejrzenia, że chyba mi życia nie starczy żeby to wszystko zobaczyć, a ciągle kręcą nowe, które też bym chciała oglądnąć. Nienawistnej ósemki też nie widziałam, choć filmy Tarantino lubię. 🙂

  • Ja ogólnie fanką Tarantino nie jestem, ale ten film akurat mi się podobał 🙂

  • Ewelina K

    Tarantino robi znakomite filmy. W tym filmie powoli buduje nastrój mimo to wciąga widza do swojej opowieści. Dużo ciekawych anegdot i zwrotów akcji. Myślę, że warto go obejrzeć choć zdania są podzielone.

  • Też jestem filmowym Internet Explorerem 🙂 Z Tarantino mam taki problem że teoretycznie lubię jego filmy, ale praktycznie ciężko mi się je ogląda – jestem zbyt wrażliwa na to co się tam dzieje 😉 „Nienawistnej Ósemki” więc jeszcze nie oglądałam, czekam na odpowiedni moment 🙂

  • Nie przepadam za filmami Tarantino, ale może z ciekawości obejrzę w wolnej chwili 😉

  • Paweł Polejowski

    Mam podobnie jeżeli chodzi o wirus przedpremierowej sraczki 😉

  • Podziwiam u Tarantino przede wszystkim piękne ujęcia. W filmie wspaniale zostały oddane realia życia z XIX w. To doskonale dopełnia fabułę i dialogi.

  • Uwielbiam filmy Tarantino, ale tego jeszcze nie widziałam. Też nie czuję presji, żeby być ze wszystkim na bieżąco i całkiem nie rozumiem „mody” na oglądanie wszystkiego – im więcej i im wcześniej od innych tym lepiej. Na razie wolę nadrobić zaległości w starszych filmach, a do nowości aż tak mnie nie ciągnie, wszystko w swoim czasie 😉

  • Marzena WM

    Motyw z ‚zamykaniem’ drzwi na gwoździe dobry. Sporo tych gwoździ musieli mieć 😉 Czy film mi się podobał? Można powiedzieć, że tak, choć czasem sobie myślałam WTF? 😛

  • Czarna Skrzynka

    …. a jednak trochę brakowało mi Christopha Waltza. Tim Roth to jednak nie to.

    • Roman Sidło

      Ty wiesz, że odniosłem podobne wrażenie? Waltz byłby idealny do tej roli, w którą wcielił się Roth. Z drugiej strony była to dość marginalna rola, a Waltz zawsze musi błyszczeć 😀

  • To jeden z tych filmów, które pomimo swej długości zupełnie mnie ją nie przytłoczyły, tudzież znudziły i podziałały jak środek nasenny. Wręcz przeciwnie. Zupełnie nie poczułam upływu czasu. Bawiłam się przy tym znakomicie. Świetna filmowa uczta.