Eurowizja

Drogi Pamiętniczku [#2]: gdyby Eurowizja była karaluchem, to bym ją rozdeptał

Drogi Pamiętniczku, w minioną sobotę doświadczyłem nieludzkich wręcz tortur, z gatunku tych, co to nie życzy się nawet największemu wrogowi. Otóż – wyznaję to ze wstydem – zmuszony zostałem do oglądania Krajowych Eliminacji do Konkursu Piosenki Eurowizji. Rzecz działa się na familijnej posiadówce i pech chciał, że to mnie akurat wytypowano do pełnienia funkcji kierowcy. Tym samym nie mogłem nawet uśmierzyć gorzałką bólu krwawiących oczu i uszu. Bo Eurowizja to zło. Zło w najczystszej postaci.

Gdyby Eurowizja była orzechem, to bym ją zgniótł

Nie mam pojęcia, dlaczego Polacy rok w rok dostają srogiej sraczki w związku z tym tworem, i to zarówno na szczeblu eliminacyjnym, jak i podczas właściwego konkursu. Z drugiej strony mówimy o narodzie, który śmieje się ze skeczów kabaretów Koń Polski czy Ani Mru Mru, a to chyba o czymś świadczy…


Zobacz pierwszy wpis do pamiętnika Romana, a w nim m.in.: smog w Częstochowie.


Nie chciałbym pastwić się nad uczestnikami tego przedstawienia, bo prócz tej edytogórniakopodobnej kobity nie kojarzyłem absolutnie nikogo, niemniej eliminacje stały na tak wysokim poziomie, że najlepszym rozwiązaniem byłoby załatwienie zwyciężczyni L4 na czas trwania konkursu w Kijowie.

Niech się nie kłopocze.

Fajna dziewucha, fajna kiecka, sam głos też niczego sobie. Ale utwór… generalnie nie robiłoby mi różnicy, która z „piosenek” wygrałaby te eliminacje. To trochę tak, jak z kupowaniem parówek w markecie:

– Janusz, wziąć te z dwudziestoma czy dwudziestoma pięcioma procentami mięsa?

– Jeden chuj, Grażyna, i tak dostanę raka.


Gdyby Eurowizja była muchą, obciąłbym jej skrzydełka

Ktoś obok narzeka, że prawie wszyscy uczestnicy śpiewają po angielsku. A przecież zwycięzca ma reprezentować Polskę. Niech więc po polsku śpiewa. Jak Zenek Martyniuk. Albo Popek Król Albanii.

Zarzut jak najbardziej uzasadniony, nie umiem się z nim nie zgodzić.

Chociaż z drugiej strony potrafię też zrozumieć uczestników. Wszak trzeba było jakoś zasłonić całunem angielskiej mowy płyciznę tekstów o dupie Dody Maryni.

Eurowizja


Gdyby Eurowizja była kobietą, postawiłbym ją przy zlewie

Kiedy na scenie pojawiła się Doda, pomyślałem: show uratowane, zaraz będzie goła dupa. Niestety tym razem wśród publiczności zabrakło Prezydenta RP, więc na dobrą sprawę nie było jej komu pokazywać. Skończyło się na niesfornej kreacji i piersiach, które desperacko usiłowały się z niej uwolnić. Mimo lekkiego – bądź co bądź – niedosytu, występ Dody był najciekawszym momentem tych eliminacji.

Choć za cholerę nie mogę sobie przypomnieć, o czym Dorotka śpiewała…

Liczyłem ponadto, że w którymś momencie jak królik z kapelusza wyskoczy skądś prezes TVP Jacek Kurski, co bym mógł sobie pogwizdać i pobuczeć przed telewizorem… ale sam wiesz, Drogi Pamiętniczku – życie to niekończące się pasmo rozczarowań.

Eurowizja
Ubijanie masła – tego brakowało najbardziej

Gdyby Eurowizja była uszami, kroiłbym przy niej styropian

Drogi Pamiętniczku, wciąż nie mogę dojść do siebie po tym traumatycznym przeżyciu. Jednocześnie czuję się niemal pewien, że konkurs Eurowizji w Kijowie także zmuszony będę śledzić. Tak jak w zeszłym roku, tak jak dwa lata temu. Tym razem jednak przygotuję się odpowiednio.

Wciąż tylko nie wiem, na co się zdecydować: alkohol czy żyletki…

Liebster Award 2016

Share