Roman Sidło czyta poezję, czyli rozmowa z Dominiką Ostafin

Roman Sidło czyta poezję, czyli rozmowa z Dominiką Ostafin

Po sporej przerwie spowodowanej życiowymi perturbacjami, Roman Sidło wraca do blogowania (bo i co innego mu pozostało). Wraca niejako z debiutem, bo dotąd poezji na blogu nie uświadczyliście. Ostatnio miałem przyjemność pogawędzić z Dominiką Ostafin, głównie o jej nowym tomiku wierszy zatytułowanym „Przyniesione z wiatrem”. Przed Wami efekty tej rozmowy, zapraszam!

ROMAN: “Przyniesione z wiatrem” to tomik, w którym ciągle coś szumi i wieje, ze wszystkich wierszy unoszą się aromaty kwiatów, ziół, łąk. W tle płynie strumyczek, w trawie muzykują świerszcze, a gdzieniegdzie jakaś łodyga przebija się przez ziemię i wyciąga ku niebu. Muszę przyznać, że po przeczytaniu tomiku miałem dylemat: czy to jeszcze personifikacja przyrody, czy już “uprzyrodawianie” człowieka? Powiedz, skąd ta fascynacja naturą i to na dodatek w tak pierwotnym ujęciu?Roman Sidło czyta poezję, czyli rozmowa z Dominiką Ostafin

Dominika: Z całą pewnością jestem “uprzyrodowionym” człowiekiem, dlatego też czuję, jak wieje we mnie wiatr emocji, który pobudza szelest trawy i drżenie rumianku… To przyroda najłagodniej określa i oddaje moje uczucia. Częściowo zdecydowanie to ja budzę w roślinach uczucia, a innym razem próbuję się za nie schować, jakby to one miały mnie chronić. Fascynacja przyrodą jest dla mnie najbardziej naturalnym i pierwszym novum, jakie poznajemy. Pierwotna forma służy wyeksponowaniu emocji tak bardzo niekontrolowanych, będących czasem nieracjonalnie dominującymi. Pozwoliłam sobie, aby porwał mnie wiatr uczuć, i niósł, zdarzało się jednak że niewinny szmer i przyjemny łoskot zamieniał się w huragan. Przyroda jest dla mnie poduszkami mchu u stóp drzew, chroni mnie, chroni moją duszę, jest powiernikiem sekretów. Nie mogło być inaczej, jestem ogrodnikiem…

ROMAN: A więc poezja jest dla Ciebie… no właśnie, czym? Fanaberią? Autoterapią? Odskocznią?

Dominika: Zupełnie szczerze… tak, zdecydowanie pierwszy tomik to autoterapia. Samo wydanie go już można uznać za fanaberię. Wtedy chciałam go wydać i niespodziewanie udało mi się to, ponieważ dość szybko trafiłam na pozytywny oddźwięk takiej inicjatywy u Dyrektora Centrum Kultury i Kształcenia Ustawicznego Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie Pana Michała Szanduły. Nie uważam jednak, że tomik “Za łyżkę tlenu” jest bezwartościowy. Nie wracam zbyt często do niego, ponieważ ma dużą dawkę przeróżnych emocji… ciężkich emocji. Z kolei tomik “Przyniesione z wiatrem” to już bardziej świadome działanie i odskocznia, to czas zamieniania uczuć w słowa. To chęć podzielenia się w właśnie świadomy sposób emocjami z innymi, tak aby dać pewien rodzaj przyjemności, ponieważ sama lubię kosztować dobrze dobranych słów i zaskakujących porównań. Mam nadzieję pisać i rozwijać się, tak aby skutek tego był coraz lepszy. Niemniej jednak nie mam ambicji mierzyć się z wybitnymi, cieszę się, że mogłam zaistnieć…Roman Sidło czyta poezję, czyli rozmowa z Dominiką Ostafin

ROMAN: No właśnie, da się dzisiaj zaistnieć, tworząc wiersze?

Dominika: Nie mam pojęcia… tak naprawdę nie znam tego środowiska, rzadko zdarza mi się przebywać wśród prawdziwych artystów, co prawda należę do Myślenickiej Grupy Literackiej “Tilia” i biorę udział w cyklicznych wydarzeniach z udziałem tej grupy, nie odmawiam też, gdy ktoś mnie zaprasza. Czuję jednak, że moje tomiki nie są bezosobowe i zaistniały w jakiś sposób. Tym samym myślę, że samo zaistnienie nie jest trudne, trudniejsze jest obronienie tego. Wydaje mi się że w tym zaistnieniu nie chodzi o sam błysk, a o to by świecić…

ROMAN: Ale co z wypływaniem na szersze wody? Czy istnieje dziś w ogóle jakikolwiek popyt na poezję? Nie oczekuję, że zaczniesz mi przedstawiać analizy rynku czytelniczego, nie, nie. Pytam Cię jako twórcę. Jak sądzisz, czy poezja jest jeszcze w stanie docierać do masowego odbiorcy?

Dominika: Nie, nie oczekuj, że powiem, że tak.  Poezja nigdy nie była odbierana w kategoriach masowych. Ma ona swoich stałych odbiorców, czasem poszerza rynek przez to, że dowiadujemy się że ktoś z naszego środowiska pisze i czasem powoduje to, że sięgamy po nią. Można co prawda podjąć temat inaczej i spróbować zdominować rynek w jakiś inny sposób, np. za pomocą muzyki. Czasem udaje się przedostać poezji na szersze wody ale zazwyczaj za pomocą jakiegoś nośnika. Mimo, że dobre broni się samo, to szczęściu trzeba pomóc.  

ROMAN: Wróćmy do Twojego tomiku. Nie trzeba być zanadto spostrzegawczym, aby zauważyć powtarzające się niemal w każdym wierszu motywy. Zakładam, że był to świadomy zabieg… ciekawi mnie, jaki efekt chciałaś osiągnąć?

Roman Sidło czyta poezję, czyli rozmowa z Dominiką Ostafin

Dominika: Tematyka wierszy jest mocno ze sobą powiązana, tym samym motywy powielają się w całości tomiku. Powtarzając motywy chciałam nakreślić ich formę i tym samym wzmocnić wymowę. Chciałam, aby tomik był spójny, a każdy wiersz był częścią całości, ale mógł też funkcjonować niezależnie. “Przyniesione z wiatrem” pisałam z myślą o odbiorcy, dlatego co rusz powiewa wiatr, który jest zmianą, ale i też pewną stałością.

ROMAN: To teraz porozmawiajmy o “pozatekstowych” elementach tomiku.Te ilustracje… mhm… odebrałem je jako bardzo niepokojące…

Dominika: Niepokojące… Nie spodziewałam się takiego określenia… Są dość mocno symboliczne, niektóre z nich wprost ukazują, tak jak to nazwałeś “uprzyrodowienie” człowieka.  Gdzieniegdzie postać przedstawiona na rysunkach poddaje się zaistniałym emocjom może i w bardziej niepokojący sposób…

Roman Sidło czyta poezję, czyli rozmowa z Dominiką Ostafin

ROMAN: No dobrze, można powiedzieć, że “Przyniesione z wiatrem” jest już historią. Młodą, ale jednak. Pytanie: co teraz? Masz w planach kolejne tomiki?

Dominika: Piszę już nową historię… Nie wiem co będzie, ani kiedy uda mi się stworzyć coś nowego, wartościowego. Może kolejny podmuch wiatru przyniesie następne wiersze, może będzie to jakiś sztorm. Nie piszę i nigdy nie pisałam pod presją czasu, nie czekały na moją poezje puste półki regałów, a jednak udało mi się wcisnąć już w niejedną. W sekrecie powiem, że mam pewien pomysł, ponieważ powstał wiersz który mógłby nadać dobry kierunek nowego tomiku. Wykorzystuję w nim też motyw przyrody, konkretnie: drzewa, drewna, magicznej mocy dojrzałych koron dębów i sosen. W miarę wolnego czasu i aktywnej działalności szarych komórek kiedyś złożę kolejny tomik tej historii, obecnie zakładam firmę zajmującą się projektowaniem i wykonywaniem ogrodów, czyli oddaję się mojej innej równie ważnej pasji, którą chce ubogacić o próby rzeźbiarskie.

ROMAN: To na sam koniec powiedz proszę, co trzeba zrobić, żeby nabyć Twój tomik “Przyniesione z wiatrem” (oprócz tego, że trzeba być mną :D)?

Dominika: Tak, trzeba być Tobą, zdecydowanie 🙂 Zazwyczaj tomiki są dostępne na spotkaniach autorskich lub wieczorkach poetyckich z moim udziałem. Ewentualnie trzeba się ze mną skontaktować i możliwa jest wysyłka. Co prawda tomików pt. “Przyniesione z wiatrem” posiadam już niewielką ilość, a ze względu na to, że tomik ten został wydany dzięki wsparciu finansowemu Gminy Pcim to obecnie cały nakład dostępny jest właśnie w Urzędzie Gminy Pcim. Natomiast egzemplarze pierwszego tomiku pt. “Za łyżkę tlenu” mam nadal u siebie na półce.

Share
  • Nie miałam dotąd do czynienia z poezją Dominiki Ostafin, a szkoda. Zdecydowanie lubię takie klimaty! Przyroda jest, można powiedzieć, bardzo giętkim i wielofunkcyjnym narzędziem w rękach poetów.

  • Wreszcie jakiś post o poezji! Można tylko pozazdrościć autorce, że w tych mało poetyckich czasach ma wenę i pisze tak piękne wiersze.

  • Piękne utwory 🙂 Bardzo ciekawa rozmowa. Z przyjemnością sięgnę do tomików pani Dominiki 🙂