Częstochowa to dobre miasto

Częstochowa to dupne dobre miasto!

Śmieszne to takie. Groteskowe. Wyobraź sobie, że jesteś papieżem. Odwiedzasz mało ciekawą pipidówę, która zapewne nigdy nie otrzymałaby praw miejskich, gdyby nie jedna taka świątynia, w której przed kilkuset laty Szwedzi próbowali utłuc Polaków, ale im nie wyszło. Jakiś dziennikarzyna prawie nabija ci mikrofon na nos. „Słówko o Częstochowie, Ojcze Święty” – rzuca. No a ty, papież, osoba publiczna i taktowna zarazem, myślisz: no przecie im prawdy nie powiem, bo głupio tak; ugościli należycie, nawet przyszli w liczbie pierdyliona tylko po to, żeby mnie zobaczyć. Odpowiadasz więc najbanalniejszym frazesem, jaki spłynął ci ze śliną na język: „CZĘSTOCHOWA TO DOBRE MIASTO”*.

A ci wywieszają „Częstochowa to dobre miasto” na sztandary, na bilboardy. Na ulotki rozdawane na ulicy.

A ja myślę sobie, jak mało trzeba mieć do zaoferowania, żeby reklamować miasto takim hasłem. „Częstochowa to dobre miasto”… co właściwie znaczy „dobre”? Gdybym odpowiedział żonie „dobra” na pytanie, czy smakuje mi dzisiejsza pomidorowa, natychmiast zapaliłbym czerwoną lampkę w jej głowie. „Dobra, tak? Czyli że jaka? Ach, rozumiem – nijaka. Ja tu se flaki wypruwam, od rana przy garach, a Ty mi na odczepne mówisz, że dobra. Od jutra, bambaryło, gotujesz sobie sam”. No właśnie. „Częstochowa to dobre miasto”, czyli jakie do cholery? Nijakie?

Z „pomocą” przychodzi nam dostępny na stronie urzędu miasta e-book zatytułowany…

…”Częstochowa to dobre miasto”, a jakże!

Warto nadmienić, że jest to publikacja wydana przed dziesięcioma laty, jeszcze za czasów panowania nieodżałowanego prezydenta Wrony. Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że przez tę dekadę nie przybyło nowych argumentów za tym, że Częstochowa dobrym miastem jest, dlatego niczego świeżego w miejsce tejże publikacji nie stworzono. Na szczęście złośliwością się brzydzę i niczego takiego nie powiem.

Przejdźmy do samego e-booka. Czy lektura stanowi zbiór argumentów popierających zawartą w tytule tezę?

Oczywiście, że tak.

Pod warunkiem, że hasło „Częstochowa to dobre miasto” uzupełnimy słowami „dla katolików”. We wspomnianym e-booku bowiem jakieś 70% treści poświęconych jest częstochowskim obiektom sakralnym. Jasna Góra, Katedra, pierdylion kościołów mniejszych i większych. Cmentarze. Wizyty Jana Pawła II. Wyższe Seminarium Duchowne. Jako bonus Festiwal Muzyki Sakralnej „Gaude Mater”.

W trakcie lektury nietrudno dojść do wniosku, że tożsamość Częstochowy jest tożsamością chrześcijańską.

Zabawne, że gdy dotrwamy do części „gospodarczej”, oczom naszym ukaże się nieczynna już dziś Fabryka Zapałek, Huta Stali oraz TRW, nazywane „gospodarczą wizytówką dzisiejszej Częstochowy”.

Jeszcze zabawniejszy może być fakt, że przez dekadę od wydania albumu nic w tej materii nie uległo poprawie, ba, nie jest tajemnicą, że z roku na rok gospodarczo Częstochowa coraz mniej znaczy na mapie Polski. Jako młody skądinąd rozpłodnik w wieku produkcyjnym, usiłujący poukładać sobie życie w tym mieście, niestety widzę to wyraźnie i odczuwam nadzwyczaj dotkliwie.

No dobrze, ale dlaczego chcesz o tym pisać?

Częstochowa to dobre miasto
Źródło: Kwejk

Pewnie dlatego, że piecze mnie dupsko, kiedy na to wszystko spoglądam. Moje nader subiektywne spojrzenie na Częstochowę domaga się ujścia, toteż postanowiłem, że rozpalę swoją klawiaturę do czerwoności i podzielę się spostrzeżeniami, w nadziei, że znajdzie się jakieś audytorium, które zechce moich wypocin wysłuchać.

Nie zamierzam ograniczać się do malkontenctwa. Pięć i pół roku studiowania na jednej z tutejszych uczelni dało mi do zrozumienia, że w nielicznej reprezentacji „młodych”, która nie spieprzyła z Częstochowy przy pierwszej nadarzającej się okazji, drzemie spory potencjał.

Ale ten potencjał jest niczym wąski potok, który zamiast rozpędzać się, zderza się z betonową tamą, zbudowaną z wielowiekowych stereotypów, braku możliwości rozwoju, z gospodarczego upośledzenia. Potencjał hamowany przez konieczność egzystowania w oparciu o najniższą krajową. I wreszcie – potencjał, który szukając ujścia, koniec końców przebija się przez tę tamę i przez wąskie szczeliny wypływa na szersze wody w innych miastach Polski lub za granicą.

Toteż moim skromnym zdaniem nie ma wielkiej przesady w stwierdzeniu, iż Częstochowa coraz mniej jest miastem, a coraz bardziej oddziałem geriatrycznym (przy całym szacunku dla osób starszych).

To pacjent ciągle rozprawiający o przywróceniu województwa częstochowskiego, a jednocześnie pacjent stale będący w stanie krytycznym, nieustannie podłączony do aparatury podtrzymującej życie, pacjent, który czuje się w miarę dobrze ledwie przez kilka tygodni w roku.

Tygodni przypadających na okres pielgrzymkowy.

Czym jest (i czym będzie) ten dział?

Przede wszystkim subiektywnym spojrzeniem na życie w najsmutniejszym mieście Polski. Terapią mającą na celu uśmierzenie bólu istnienia, związanego z byciem Częstochowianinem. Ale też próbą zwrócenia uwagi na ludzi, którzy usiłują rozbić betonową tamę i uczynić Częstochowę przyjaźniejszą dla mieszkańców; próbą odnalezienia żywych barw na palecie z odcieniami szarości.

Zapraszam do śledzenia, komentowania, dzielenia się spostrzeżeniami, a także do rozluźnienia spiętych pośladków, bowiem nie zawsze będzie „poważnie”, a miejscami może być nawet kontrowersyjnie i obrazoburczo.


* Tak, wiem doskonale, że JP2 nie wypowiedział tych słów podczas wizyty w Częstochowie.

Share